Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi po raz kolejny przyznała swoje prestiżowe, doroczne nagrody Złoty Ekslibris oraz Superekslibris.
Złoty Ekslibris to prestiżowa nagroda przyznawana autorom najlepszych książek poświęconym województwu łódzkiemu, w tym jego stolicy, czyli Łodzi. W tym roku nagrody zostały przyznane po raz 34. W kategorii Najlepsza Książka o Łodzi wygrała publikacja „Dom Mody Telimena: co nosiły Polki” autorstwa Katarzyny Jasiołek, wydana przez Wydawnictwo Marginesy. Laureatem w kategorii Najlepsza Książka o Ziemi Łódzkiej została publikacja „Zduńska Wola: miasto pełne historii” pod redakcją Kamili Klauzińskiej i Tomasza Polkowskiego, wydana przez Muzeum Historii Miasta Zduńska Wola. W kategorii Najlepsze Wydawnictwo Albumowe o Łodzi jury nagrodziło album „Chris Niedenthal fotografuje Łódź = Chris Niedenthal photographs Łódź” pod redakcją Marzeny Bomanowskiej, wydany przez Muzeum Miasta Łodzi. W kategorii Najlepsze Wydawnictwo Albumowe o Ziemi Łódzkiej jury nie przyznało nagrody. Laureatem w kategorii Najlepsza Powieść o Łodzi i Ziemi Łódzkiej została książka „Krainy końca” autorstwa Tomasza Włodkowskiego. W tym roku przyznano również Nagrodę Specjalną Jury Złotego Ekslibrisu, którą otrzymała Katarzyna Kielecka za powieść „Niewidzialna dziewczyna”.
Biblioteka przyznała także Nagrodę Superekslibris za całokształt osiągnięć w zakresie publikacji poświęconych Łodzi i Ziemi Łódzkiej. W tegorocznej edycji wyróżnieni zostali: Wydawnictwo Literatura, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Wiesław Dworniak, Marcin Łukasz Majewski oraz Towarzystwo Przyjaciół Uniejowa.
Uroczyste wręczenie nagród laureatom zostało zaplanowane na 25 maja o godzinie 17.00. Od 7 maja w holu biblioteki (ul Gdańska 100 w Łodzi) prezentowana będzie wystawa poświęcona nominowanym i nagrodzonym publikacjom, a także dorobkowi piśmienniczemu i wydawniczemu laureatów Superekslibrisu.
Pałac w Ksawerowie, położony zaledwie kilkanaście minut drogi od Łodzi, od lat przyciąga uwagę nie tylko swoją nietypową, jak na region, architekturą, ale i historią, która dobrze oddaje ambicje i styl życia łódzkich fabrykantów przełomu XIX i XX wieku. Dziś, po latach różnych funkcji i okresach zaniedbań, obiekt znów żyje, i choć nadal wymaga pracy, stopniowo odzyskuje dawny blask. Jego dzieje zaczynają się jednak znacznie wcześniej niż sam pałac.

Jego elegancka, niemal teatralna sylwetka przywodzi na myśl francuskie zamki nad Loarą, ale geneza tej rezydencji jest głęboko zakorzeniona w realiach XIX-wiecznej rewolucji przemysłowej. Zanim jednak powstał pałac, istniał tu znacznie skromniejszy dwór. Już w 1841 roku majątek należał do Mateusza Lubowickiego i miał charakter typowo rolniczy, wpisany w rytm pracy ziemi i lokalnej społeczności. Wszystko zmieniło się kilkadziesiąt lat później, kiedy dobra trafiły w ręce rodziny Kindlerów - przedstawicieli rosnącej w siłę warstwy fabrykanckiej związanej z dynamicznie rozwijającymi się Pabianicami i Łodzią.
Pierwszy dwór powstał tu już w 1841 roku, kiedy majątek należał do Mateusza Lubowickiego. Prawdziwy przełom przyszedł wraz z rodziną Kindlerów – przemysłowców związanych z rozwijającymi się Pabianicami. Najpierw dobra nabył Rudolf Kindler, a następnie w 1889 roku przejął je jego syn, Oskar Kindler. To właśnie on postanowił stworzyć w Ksawerowie coś więcej niż tylko zaplecze gospodarcze dla fabrykanckiej fortuny.

– To jest pałac w Ksawerowie, pałac Oskara Kindlera, zbudowany w 1897 roku przez Oskara Kindlera, syna Rudolfa, czyli takiego znanego pabianickiego fabrykanta, który zajmował się, jak to w tamtych czasach bywało, włókiennictwem. No i ten nasz Oskar, który zakochał się w tych miejscach tutaj, w miejscu takiej letniej rezydencji rodziców, postanowił postawić właśnie taki pałac – mówi Marta Pokorska, prezes zarządu spółki będącej dziś właścicielem obiektu.
Budowa ruszyła w 1897 roku i była przedsięwzięciem imponującym, zarówno pod względem kosztów, jak i skali. Pałac powstał w stylu neorenesansu francuskiego, inspirowanego architekturą nad Loarą. To wybór nieprzypadkowy, wpisujący się w ambicje ówczesnych fabrykantów, którzy chcieli dorównać dawnej arystokracji nie tylko majątkiem, ale i stylem życia. Wokół rezydencji funkcjonował rozbudowany folwark, z zapleczem gospodarczym, domami dla pracowników i ogrodami.
– Zafascynowany gdzieś takimi francuskimi klimatami, które zaobserwował w licznych podróżach, postawił właśnie ten budynek w takim neorenesansowym stylu” – tłumaczy Pokorska. – To powstał w 1897 roku, czyli już prawie 130 lat.

Pod koniec XIX wieku wielu fabrykantów, dorobiwszy się fortun na przemyśle włókienniczym, zaczynało inwestować w ziemię. Było to zarówno bezpieczne ulokowanie kapitału, jak i próba symbolicznego awansu społecznego. Fabrykant chciał być kimś więcej niż przedsiębiorcą – chciał stać się ziemianinem, członkiem elity, która przez stulecia definiowała status społeczny. Ksawerów stał się dla Kindlera miejscem realizacji tej ambicji.
W latach 1897–1898 powstał pałac, który do dziś dominuje nad okolicą. Wzniesiony za ogromną, jak na tamte czasy, kwotę około 120 tysięcy rubli, był demonstracją bogactwa i aspiracji właściciela. Projekt przypisywany architektowi Ignacemu Markiewiczowi czerpał z francuskiego neorenesansu, stylu, który kojarzył się z prestiżem, elegancją i arystokratyczną tradycją. Strzeliste dachy, bogata dekoracja i malownicza bryła sprawiały, że pałac nie był jedynie domem, lecz wizualnym manifestem pozycji społecznej. Równolegle z nim rozwijano cały majątek: powstały zabudowania folwarczne, domy dla służby i pracowników, karczma, ogrody oraz park. Był to samowystarczalny organizm gospodarczy, w którym życie toczyło się według jasno określonego rytmu – z jednej strony podporządkowanego pracy, z drugiej aspirującego do stylu życia znanego z dawnych rezydencji szlacheckich.

Codzienność pałacu skupiała się wokół rodziny. Oskar Kindler mieszkał tu z żoną Stefanią oraz córkami, Heleną i Zofią. Po jego śmierci w 1918 roku, która zbiegła się z końcem I wojny światowej i rozpadem starego porządku politycznego w Europie, majątek przeszedł w ręce córek. Ich działalność pokazuje, jak bardzo zmieniał się świat, kobiety nie tylko dziedziczyły, ale aktywnie zarządzały majątkiem. Helena Herse zajęła się prowadzeniem gospodarstwa, natomiast Zofia Loth rozwijała ogrody i szkółki, nadając miejscu bardziej specjalistyczny, ogrodniczy charakter. W pałacu nadal mieszkała także Stefania Kindler, która pozostała tam aż do 1935 roku, będąc symbolicznym łącznikiem między dawnym światem fabrykanckiej prosperity a niepewną rzeczywistością międzywojnia.
Druga wojna światowa przerwała ten ciąg niemal definitywnie. W 1939 roku na terenie majątku stacjonował oddział lotniczy Armii „Łódź”, co pokazuje, jak szybko prywatna przestrzeń mogła zostać podporządkowana potrzebom państwa i wojny. Po 1945 roku los był już przesądzony, majątek przejęło państwo, wpisując go w nowy system gospodarczy. Pałac przestał być rezydencją, a stał się obiektem użytkowym. W okresie PRL mieściły się tu szkoły rolnicze i ogrodnicze, funkcjonował internat, a otaczające tereny służyły gospodarstwom państwowym. Dla kolejnych pokoleń mieszkańców regionu miejsce to nie było już symbolem luksusu, lecz częścią codzienności, szkołą, miejscem nauki, pracy i dorastania. Paradoksalnie właśnie ta zmiana funkcji uratowała budynek przed zniszczeniem, które spotkało wiele podobnych rezydencji.

Po transformacji ustrojowej pałac ponownie zmienił swoją rolę. W 1991 roku trafił w ręce instytucji finansowej, a następnie prywatnych właścicieli. Przez pewien czas pozostawał w stanie wyraźnego zaniedbania – choć zachowany konstrukcyjnie, wymagał pilnych prac remontowych. Dopiero w kolejnych latach rozpoczęto szeroko zakrojoną rewitalizację, która objęła zarówno elewacje, jak i wnętrza oraz otaczający park. Odtwarzano detale architektoniczne, przywracano reprezentacyjny charakter pomieszczeń i dostosowywano je do nowych funkcji. Dzięki temu pałac uniknął losu wielu podobnych obiektów i nie popadł w ruinę.
– Pracujemy tak naprawdę tutaj ciągle, ponieważ remonty toczą się tu nieustająco. Jesteśmy już po renowacji dachu, to była w zasadzie taka najważniejsza rzecz, żeby zabezpieczyć budynek. Cały czas pracujemy nad tymi wnętrzami, ale na pewno przed nami remont jeszcze elewacji. No i pracujemy też nad otoczeniem pałacu, żeby po prostu ten park doprowadzić do takiego bardziej ekskluzywnego stylu - mówi Marta Pokorska.
Obecny właściciel pałacu pozyskał również blisko 130 tysięcy złotych dofinansowania z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego w ramach programu „Łódzkie dla zabytków”. Środki te zostaną przeznaczone na modernizację instalacji elektrycznej, a także zakup i montaż systemu przeciwwłamaniowego, co stanowi kolejny ważny krok w procesie zabezpieczania i unowocześniania historycznego obiektu.
Mimo licznych zmian, w pałacu zachowało się sporo oryginalnych elementów, stolarka okienna i drzwiowa, podłogi, a także fragmenty sztukaterii i malowideł, które dziś często ukryte są pod warstwami farby. To potencjał na przyszłość, możliwość odkrycia i przywrócenia detali sprzed ponad wieku.
Dziś pałac nie jest zamkniętym zabytkiem, lecz miejscem tętniącym życiem. Odbywają się tu wydarzenia, działa żłobek, funkcjonują najemcy, a odwiedzający mogą poznać historię obiektu z bliska. To zupełnie inna forma istnienia niż w czasach Kindlerów, ale w pewnym sensie nawiązująca do jego pierwotnej funkcji - przestrzeni spotkań i reprezentacji.

– To jest miejsce, które jest otwarte tak naprawdę dla wszystkich, ponieważ odbywają się tutaj imprezy okolicznościowe, więc spotykamy tu na co dzień wielu klientów. Jest tutaj żłobek, przychodzą rodzice z dziećmi. Mamy dużo osób, które przychodzą po prostu obejrzeć obiekt, dowiedzieć się coś o jego historii – podkreśla Pokorska.
Ciekawym, choć często przywoływanym wątkiem, jest potencjalny związek pałacu z filmem. Wnuk rodziny, Stanisław Loth, został operatorem filmowym, co mogłoby sugerować pewne powiązania z kinematografią. Jednak dostępne źródła nie potwierdzają, aby sam pałac był wykorzystywany jako plan zdjęciowy. W przeciwieństwie do wielu innych rezydencji, Ksawerów pozostał więc poza światem filmowych narracji, zachowując swoją historię w bardziej „czystej” formie.

Dziś pałac w Ksawerowie jest świadectwem trzech różnych epok. Najpierw był symbolem sukcesu przemysłowca, który chciał dorównać dawnym elitom. Potem stał się częścią socjalistycznej rzeczywistości, służąc edukacji i gospodarce państwowej. Wreszcie, w XXI wieku, odnalazł się w realiach rynku i prywatnej przedsiębiorczości. Historia tego miejsca pokazuje, jak elastyczne mogą być losy architektury, jak budynek zaprojektowany jako luksusowa rezydencja może przetrwać dzięki zdolności do zmiany funkcji i dostosowania się do nowych czasów. Pałac Kindlera nie jest więc tylko zabytkiem. To zapis ambicji, upadków i przekształceń, które ukształtowały współczesny krajobraz regionu łódzkiego.
bg.
zdjęcia: Tomasz Grala
Szklane butelki, puszki czy opony – takie odpady znaleźli pracownicy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego w Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich. Z okazji przypadającego na 22 kwietnia Międzynarodowego Dnia Ziemi zakasali rękawy i zebrali kilkadziesiąt worków śmieci.
W idealnym świecie te odpady nigdy nie trafiłyby do lasu. Jednak wciąż są osoby, które zapominają, jak ważna jest ochrona środowiska. Na szczęście pamiętają o tym urzędnicy, którzy posprzątali spory kawałek Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich.

Poruszali się głównie w okolicy miejscowości Stary Imielnik, Dąbrówka i Borki, które charakteryzują się unikatowym ukształtowaniem terenu. Sprzątanie umiliły im botaniczne opowieści specjalistów z Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Łódzkiego, którzy znają ten teren jak własną kieszeń. Najwięcej odpadów urzędnicy znaleźli w parowie Kalonka. Zajmą się nimi służby gminy Nowosolna, która była partnerem akcji.

Międzynarodowy Dzień Matki ziemi został ogłoszony przez ONZ w 2009. Co roku jest okazją do rozmowy o środowisku naturalnym, poszukiwania rozwiązań, które pomogą je zachować i edukacji, która idzie w parze z praktyką – tak jak w Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich.

Uroczystym koncertem w Filharmonii Łódzkiej Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna II st. im. H. Wieniawskiego pożegnała swoich wyróżnionych absolwentów. Ten występ zamknął 12 lat nauki sześciorga instrumentalistów, którzy na recitalach dyplomowych otrzymali oceny celujące.
W muzyce różnych epok i stylów zaprezentowali swoje talenty:
Anastazja Kacprzak (harfa) z towarzyszeniem Orkiestry Kameralnej Łódzkie Smyczki pod dyr. Ryszarda Jana Osmolińskiego
Maria Walkiewicz (skrzypce) z towarzyszeniem Orkiestry Symfonicznej OSM II st. pod dyr. Marcina Radwańskiego
Natasza Iljin (fortepian)
Apolonia Grąziewicz (flet) z towarzyszeniem Arkadiusza Tokarskiego (fortepian)
Zofia Kowalewska (fortepian)
Oliwier Sobieszek (perkusja) – solo i w zespole jazzowym w składzie: Michał Wieczorek – fortepian, Jerzy Kolasa – gitara elektryczna, Hubert Grygiel – gitara basowa
Instrumentalne występy dopełnił Chór Dziecięcy OSM I st. pod kier. Anny Kamerys.
Koncert wyróżnionych dyplomantów OSM im. H. Wieniawskiego, jak co roku, przyniósł wiele wzruszeń, wspomnień i pięknych muzycznych chwil.
AK/ fot. Joanna Miklaszewska-Sierakowska