Wszystko zaczęło się od jabłek. Historia Wiatrowego Sadu z Kałęczewa
piątek, 21 sierpnia 2026W Kałęczewie wszystko zaczyna się od sadu. Drzewa, które rosną tu od pokoleń, wyznaczają rytm pracy gospodarstwa, a jabłka od dawna są jednym z najważniejszych owoców tej ziemi. Z czasem jednak między drzewami pojawił się pomysł, który zmienił sposób, w jaki rodzina Wiatrów patrzyła na własne gospodarstwo. Dziś Wiatrowy Sad jest rodzinną tłocznią soków, której oferta obejmuje ponad 90 wariantów smakowych. Początki były jednak znacznie skromniejsze. Nie było rozbudowanej marki, nowoczesnej linii produkcyjnej ani pewności, że rynek będzie zainteresowany takim produktem. Były za to jabłka. I grad.
Wszystko zaczęło się od jabłek
Kałęczew, w gminie Dmosin, położony jest w dolinie rzeki Mrogi, niedaleko Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich. To tutaj od dziesięcioleci znajduje się gospodarstwo związane z rodziną Wiatrów. Sadownictwo było częścią rodzinnego życia na długo przed tym, zanim pojawił się pomysł stworzenia własnej tłoczni.

- Wiatrowy Sad to rodzinna tłocznia soków z Kałęczewa, położona w malowniczej dolinie rzeki Mrogi, w pobliżu Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich. Nasza działalność wyrosła z wielopokoleniowej tradycji sadowniczej i własnego gospodarstwa – mówi Grażyna Wiatr, właścicielka rodzinnej firmy.
To właśnie własne gospodarstwo i doświadczenie kolejnych pokoleń stały się fundamentem późniejszej działalności. Rodzina znała swoje drzewa, swoje owoce i rytm pracy, który przez lata wyznaczały kolejne sezony.
- Dzięki temu możemy kontrolować jakość owoców od momentu ich uprawy aż po gotowy produkt – podkreśla Grażyna Wiatr.
Soki pojawiły się więc później. Jabłka były pierwsze.

Smak, który pamięta babcia
Historia tłoczenia soków w rodzinie Wiatrów sięga jednak jeszcze dalej niż powstanie samego Wiatrowego Sadu. Grażyna Wiatr wspomina swoją babcię Stasię, która przygotowywała soki dla rodziny i znajomych. Nie było wtedy nowoczesnej technologii, własnej marki ani szerokiej oferty. Były owoce, proste sposoby ich przetwarzania i potrzeba zachowania ich smaku. Dzisiejsza tłocznia jest więc pod pewnym względem rozwinięciem doświadczenia, które w rodzinie istniało znacznie wcześniej. Technologia się zmieniła, podobnie jak skala działalności i sposób sprzedaży. Sama idea pozostała jednak zaskakująco podobna: wziąć dobry owoc i zachować to, co w nim najważniejsze. O historii gospodarstwa przypomina również jedno z drzew rosnących w sadzie. Jedna z kosztel ma 117 lat i wciąż owocuje, choć nie każdego roku.
To tylko jedno drzewo. A jednak trudno znaleźć lepszy symbol ciągłości tego miejsca. Pamięta kolejne pokolenia rodziny i zmieniające się sposoby prowadzenia gospodarstwa. Dziś obok starych odmian i wieloletnich drzew działa nowoczesna tłocznia, a owoce z tego samego sadu trafiają do produktów sprzedawanych znacznie dalej niż w najbliższej okolicy.
Grad, który otworzył nowe drzwi
Początek produkcji soków nie był wynikiem wielkiej strategii biznesowej. Impulsem okazało się wydarzenie, które dla każdego sadownika oznacza przede wszystkim straty. Grad zniszczył część owoców. Uszkodzone jabłka nie nadawały się do sprzedaży na eksport. Z punktu widzenia dotychczasowego modelu gospodarstwa sytuacja wydawała się prosta: część plonu została stracona. Rodzina Wiatrów zaczęła jednak szukać innego rozwiązania. Część jabłek postanowiono przetłoczyć. Pomysł był prosty, ale niepozbawiony ryzyka. Powstała pierwsza partia mętnego soku jabłkowego. Trzeba było sprawdzić, czy ktoś będzie chciał go kupić. Czy konsumenci zaakceptują produkt, który nie wygląda jak idealnie klarowny napój z supermarketowej półki, ale zachowuje charakter świeżo przetworzonych owoców.
Rynek odpowiedział pozytywnie.
To, co początkowo miało być sposobem na zagospodarowanie owoców, których nie można było sprzedać w dotychczasowy sposób, zaczęło zmieniać przyszłość gospodarstwa. Pierwsza pilotażowa partia naturalnego soku jabłkowego powstała w 2010 roku. Rok później Sok Jabłkowy z Kałęczewa został wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych. Historia firmy zaczęła nabierać własnego kierunku.

Rodzina jako kapitał
Wiatrowy Sad od początku był przedsięwzięciem rodzinnym. Poszczególni członkowie rodziny angażowali się w rozwój firmy, a podział obowiązków wynikał z codziennych potrzeb gospodarstwa i tłoczni.Grażyna Wiatr prowadzi firmę wspólnie z synem, Łukaszem. Ona wnosi do rodzinnego przedsięwzięcia wieloletnie doświadczenie i znajomość gospodarstwa, on - nowe spojrzenie oraz zaangażowanie w dalszy rozwój marki. Jej mąż Stanisław zajmuje się natomiast sadem, a działalność firmy pozostaje przedsięwzięciem opartym na współpracy całej rodziny. Rodzinny charakter firmy nie sprowadza się jednak tylko do tego, że pracują w niej krewni. Równie ważne jest doświadczenie przekazywane między pokoleniami. Wiedza o sadzie, odmianach, owocach i ich właściwościach stała się podstawą późniejszego eksperymentowania z nowymi produktami. Kolejne smaki nie zawsze powstawały dlatego, że ktoś wcześniej zaplanował je w biznesowej strategii. Część była po prostu sprawdzana, próbowana i oceniana. Z czasem obok klasycznego soku jabłkowego zaczęły pojawiać się połączenia z innymi owocami, warzywami i ziołami.
Od jabłka do ponad 90 smaków
Jabłko pozostało punktem wyjścia, ale z czasem przestało być jedynym kierunkiem. Można połączyć je z maliną, aronią, czarną porzeczką czy marchewką. Można też sięgnąć po mniej oczywiste składniki, takie jak burak, rabarbar, pokrzywa czy pietruszka. Dziś oferta Wiatrowego Sadu obejmuje ponad 90 wariantów smakowych. Są wśród nich soki owocowe, warzywne, egzotyczne i ziołowe, a także produkty wytrawne, kiszonki i produkty ekologiczne.

- Przez ponad 15 lat działalności konsekwentnie rozwijaliśmy naszą ofertę. Zaczynaliśmy od soku jabłkowego, dziś mamy ponad 90 wariantów smakowych. To efekt poszukiwania nowych połączeń, ale jednocześnie pozostawania blisko tego, od czego wszystko się zaczęło – mówi Grażyna Wiatr.
Firma nie ogranicza się przy tym do smaków, które można uznać za oczywiste. Jedną z nowszych propozycji jest sok z kiszonego ogórka. To produkt nietypowy, ale wpisujący się w zainteresowanie fermentacją i poszukiwaniem nowych smaków. Wkrótce oferta ma zostać poszerzona również o sok z derenia oraz połączenie derenia z jabłkiem. To pokazuje kierunek, w którym rozwija się Wiatrowy Sad. Tradycja pozostaje punktem wyjścia, ale nie oznacza zamknięcia się na eksperymenty. Jeszcze w 2017 roku, kiedy firma zdobywała tytuł Mistrza Województwa Łódzkiego w konkursie AgroLiga w kategorii firm, w jej ofercie znajdowało się 25 rodzajów soków. Dziś jest ich ponad trzy razy więcej.
Wszystko zaczyna się w sadzie
Gotowa butelka soku niewiele mówi o tym, ile pracy poprzedza moment, w którym trafia na sklepową półkę. W gospodarstwie rytm pracy wyznaczają pory roku. Wiosną i latem najważniejszy jest sad. Pielęgnacja drzew, troska o rośliny i przygotowanie do kolejnego sezonu. Potem przychodzą zbiory, a wraz z nimi intensywny czas selekcji owoców i ich przetwarzania. Trzeba wtedy połączyć dwie rzeczywistości: pracę przy drzewach i pracę w tłoczni. Wiatrowy Sad korzysta przede wszystkim z owoców z własnego gospodarstwa, ale przetwarza również owoce pochodzące z okolicznych sadów. Przetwórstwo pozwala spojrzeć na owoce inaczej niż przez pryzmat ich wyglądu. Jabłko przeznaczone do bezpośredniej sprzedaży powinno być odpowiedniej wielkości, dobrze wyglądać i nie mieć uszkodzeń. W przypadku przetwarzania najważniejsze stają się jego jakość i przydatność do produkcji. To daje sadownikowi możliwość lepszego wykorzystania plonów. W przypadku Wiatrowego Sadu ta możliwość była zresztą obecna od samego początku. To właśnie jabłka uszkodzone przez grad stały się impulsem do stworzenia pierwszej partii soku.

Dziś proces wygląda zupełnie inaczej.
- Od sadu, poprzez zbiór i selekcję owoców, aż po tłoczenie, pasteryzację i rozlew, kontrolujemy kolejne etapy produkcji – mówi Grażyna Wiatr.
W tym modelu sad nie jest więc tylko miejscem, z którego pochodzi surowiec. Jest pierwszym etapem całego procesu.
Co naprawdę trafia do butelki?
Rosnące zainteresowanie tym, co znajduje się w żywności, sprawia, że coraz częściej zaglądamy na etykiety. Interesuje nas skład, ilość cukru, dodatki i sposób produkcji. Wiatrowy Sad specjalizuje się w naturalnych sokach tłoczonych NFC, czyli Not From Concentrate. Powstają one bezpośrednio z całych owoców i warzyw.

- Nie dodajemy do nich wody, cukru ani konserwantów. Dzięki temu zachowują naturalny smak, aromat i charakter surowca – wyjaśnia Grażyna Wiatr.
Nie oznacza to oczywiście, że sok powinien być traktowany jako cudowny produkt zastępujący całą resztę diety. To wciąż produkt spożywczy, którego miejsce należy oceniać w kontekście całego sposobu odżywiania. Najciekawsza jest tu zresztą prostota samej idei: dobry surowiec, odpowiedni proces i możliwie niewiele niepotrzebnych dodatków.
Od gospodarstwa do własnej marki
Uruchomienie produkcji soków oznaczało dla rodziny Wiatrów znacznie więcej niż rozpoczęcie sprzedaży nowego produktu. Trzeba było zainwestować w urządzenia, zorganizować produkcję, stworzyć markę i znaleźć odbiorców. Rozwój tłoczni umożliwił między innymi zakup kompletnej linii technologicznej do produkcji soków tłoczonych. Gospodarstwo zaczęło w ten sposób funkcjonować nie tylko jako producent surowca, ale również jako producent gotowego produktu. To istotna zmiana w myśleniu o rolnictwie. Nie chodzi już wyłącznie o wyprodukowanie owoców i sprzedaż ich dalej. Można spróbować zrobić kolejny krok: stworzyć własny produkt, nadać mu markę, znaleźć dla niego rynek i samodzielnie odpowiadać za kolejne etapy jego powstawania. Taka droga wymaga inwestycji, wiedzy i odwagi. Ale pozwala gospodarstwu przejąć większą część wartości, która powstaje pomiędzy uprawą a sprzedażą gotowego produktu.

Nagrody są potwierdzeniem drogi
Dziś Wiatrowy Sad jest rozpoznawalny szerzej niż tylko w najbliższej okolicy. Produkty firmy przez lata otrzymywały wyróżnienia i oznaczenia związane z jakością oraz regionalnym charakterem żywności. Wśród nich znalazły się między innymi Jakość Tradycja, Poznaj Dobrą Żywność, Produkt Tradycyjny, Tygielek Smaków, Perła Smaki Regionów oraz Doceń Polskie. W 2017 roku firma została Mistrzem Województwa Łódzkiego w konkursie AgroLiga w kategorii firm, a następnie znalazła się również w gronie wyróżnianych przedsiębiorstw na szczeblu krajowym. Nagrody są jednak raczej potwierdzeniem przebytej drogi niż jej początkiem.
Najważniejszy moment nastąpił znacznie wcześniej, kiedy rodzina Wiatrów stanęła przed problemem zniszczonych przez grad owoców i zamiast potraktować je wyłącznie jako stratę, zaczęła szukać innego sposobu ich wykorzystania. To właśnie wtedy pojawił się pierwszy krok w stronę tłoczni.
Z Kałęczewa dalej
Początki Wiatrowego Sadu są mocno związane z Kałęczewem i rodzinnym gospodarstwem. Dziś jednak produkty firmy trafiają do odbiorców znacznie dalej.

- Nasze produkty dostępne są w opakowaniach od mniejszych butelek po większe Bag-in-Box, dzięki czemu możemy odpowiadać na potrzeby klientów detalicznych, gastronomii, hoteli, szkół, firm, hurtowni oraz sieci handlowych – mówi Grażyna Wiatr.
Firma współpracuje z partnerami biznesowymi w Polsce i rozwija również sprzedaż eksportową.
- Chcemy rozwijać markę również na rynkach zagranicznych i pokazywać tam produkty, których początkiem jest właśnie nasz sad i doświadczenie zdobywane tutaj, w Kałęczewie – dodaje właścicielka.
To kolejny etap historii, która zaczęła się bardzo lokalnie. Od rodzinnego gospodarstwa. Od jabłek. Od pierwszej partii soku.
Sad, który stał się czymś więcej
Wiatrowego Sadu nie da się łatwo oddzielić od miejsca, w którym powstał. Nie byłoby tłoczni bez gospodarstwa. Nie byłoby gospodarstwa bez wieloletniej pracy rodziny A być może nie byłoby całej tej historii, gdyby pewnego dnia grad nie zniszczył części plonów. Dziś, kiedy coraz częściej chcemy wiedzieć, skąd pochodzi żywność i jak powstaje, historia tego gospodarstwa jest stosunkowo łatwa do prześledzenia. Zaczyna się w sadzie. Potem są zbiory, selekcja owoców, tłoczenie, pasteryzacja i rozlew. Na końcu pojawia się butelka, którą można postawić na stole. Pomiędzy drzewem a butelką znajduje się jednak coś jeszcze: doświadczenie kilku pokoleń, codzienna praca i decyzje, które w odpowiednim momencie zmieniły kierunek rozwoju gospodarstwa.

- Mimo rozwoju firmy pozostajemy wierni temu, od czego wszystko się zaczęło – rodzinnemu sadownictwu, własnemu surowcowi i dbałości o jakość. Łączymy wielopokoleniowe doświadczenie z nowoczesną technologią – mówi Grażyna Wiatr.
Historia Wiatrowego Sadu pokazuje, że rozwój nie zawsze zaczyna się od wielkiego planu. Czasem zaczyna się od problemu. Od gradu, który niszczy plon. Od decyzji, żeby spróbować wykorzystać to, co pozornie zostało stracone. A potem z jednej partii soku może powstać cała nowa droga. W przypadku rodziny Wiatrów prowadzi ona od jabłoni w Kałęczewie do ponad 90 smaków i coraz dalszych odbiorców.
Bo dobry sok rzeczywiście zaczyna się od dobrego owocu. Ale historia Wiatrowego Sadu zaczęła się od czegoś jeszcze: od decyzji, żeby z owocu zrobić coś więcej.
bg.
zdjęcia: Michał Tuliński
Galeria
https://www.lodzkie.pl/strona-glowna/aktualnosci/wszystko-zaczelo-sie-od-jablek-historia-wiatrowego-sadu-z-kaleczewa#sigProId665eb8b17a
