Przejdź do treści Przejdź do menu głównego Przejdź do wyszukiwarki

Oleje od serca i Baśki pilnujące gospodarstwa. Zdrowe produkty z rodzinnej manufaktury ze Stachlewa tylko na rynku „Prosto od rolnika”

piątek, 7 sierpnia 2026

Ania i Jarek Janus ze Stachlewa w powiecie łowickim nie planowali wielkiego biznesu. Zaczęło się od kupionej przypadkiem maszyny do tłoczenia oleju. Dziś ich Domowa Manufaktura przyciąga smakoszy naturalnych produktów, a rodzinne gospodarstwo rozsławiły na całą Polskę szkockie krowy, które w ubiegłym roku uciekły z zagrody.

olej.jpg

O Baśkach na gigancie, krowach rasy Highland Cattle, głośno było rok temu. Zdjęcia pięciu uciekinierek, wyróżniających się charakterystyczną kudłatą grzywą, były na każdym portalu i w telewizyjnych serwisach. Jak śmieje się Anna Janus, szukali ich wszyscy: strażacy, grzybiarze, okoliczni mieszkańcy, a one, płochliwe z natury, bały się wrócić. Przekonał je do tego, m.in. marchewką pan Jarosław. -   Powiedział im, że mamy już dosyć ich medialnych występów i żeby w końcu wróciły do domu. No i powolutku weszły do zagrody – śmieje się pani Ania.

olej_1.jpg

Dziś Baśki – bo tak je nazywają gospodarze – spokojnie pasą się na plantacji choinek, a Ania i Jarek Janus rozwijają swoją wielką pasję, jaką jest wytłaczanie na zimno olejów i robienie naturalnych syropów.

Rolnik szuka nowych wyzwań

Historia Domowej Manufaktury Ani i Jarka to połączenie potrzeby zdrowego żywienia i …nowego początku.

olej_2.jpg

Pan Jarosław przez 18 lat pracował w Danii jako spawacz. Tam, zupełnie przypadkiem, i tylko na potrzeby rodziny, kupił maszynę do tłoczenia olejów. Pani Anna, która na co dzień prowadzi firmę organizującą warsztaty kreatywne m.in. dla dzieci, od razu złapała bakcyla.  – Robiliśmy oleje dla siebie i znajomych. Rozdawaliśmy je zamiast tradycyjnych prezentów. W końcu ktoś zapytał, czy może je kupić. Pomyśleliśmy: albo robimy to porządnie, albo wcale – opowiada.

olej_3.jpg

W zgodzie z naturą

Tak powstała Domowa Manufaktura Ani i Jarka. Dziś oboje produkują oleje tłoczone na zimno: z własnego rzepaku i słonecznika, a pozostałe nasiona kupują od lokalnych, niewielkich gospodarstw. Wszystko powstaje w niewielkich partiach, na bieżąco.

olej_4.jpg

– Nie chcemy magazynować produktów ani sprzedawać ich przez pośredników. Wolimy, żeby klient dostał świeżo wytłoczony olej, który powstał dosłownie dwa czy trzy dni wcześniej – podkreśla pan Jarosław.

Wytwarzają także: poprawiający koncentrację olej z pestek dyni, przeciwdziałający zakrzepom olej konopny, łagodzący objawy menopauzy olej z lnu złotego, poprawiający pamięć oleje z orzecha laskowego i włoskiego, antybakteryjny olej z czarnuszki, chroniący wątrobę olej z ostropestu i cenny dla kondycji skóry i wzroku  olej rydzowy z lnianki. Ten ostatni jest ulubionym pani Ani. – Od lnianki pochodzi powiedzenie „lepszy rydz niż nic” – wyjaśnia. – Lnianka rosła wszędzie tam, gdzie nic innego nie chciało urosnąć, zwłaszcza jak była bieda i wojna. I generalnie można ją spotkać na najgorszych ziemiach. Każdy myśli, że ten „lepszy rydz niż nic” jest od grzyba, a tak naprawdę to jest właśnie od tej lnianki. To olej świetny do serów, do sałatek, do surówek.  Jest mało znany, a tak naprawdę on ma więcej witamin i kwasów omega-3 niż czarnuszka.  

olej_5.jpg

Uzupełnieniem oferty są zdrowe syropy m.in. z mniszka lekarskiego i pędów sosny oraz autorskie sole smakowe. To oryginalne mieszanki, które powstają na bazie niejodowanej soli kłodawskiej i ziół z upraw państwa Janus: rozmarynu, czosnku, majeranku czy lubczyku. Wszystko jest naturalne, bez konserwantów, uprawiane oraz zbierane ręcznie i jak podkreślają właściciele, bez chemii i bez pośpiechu.

olej_6.jpg

Kalendarz prac wyznacza przyroda

W ich gospodarstwie rytm pracy wyznacza natura. Wiosną zbierają młode pędy sosny na syropy, później kwiaty mniszka i czeremchę, za chwilę gotowy będzie słonecznik, którego złote kwiaty rozciągają się na 6 hektarach. Jak się śmieją, pracują na kilka etatów: oprócz olejów i syropów oraz prowadzenia animacji, mają swoją plantację choinek, hodowlę kur, robią też wianki z siana. Do tego prowadzą pasiekę odziedziczoną po śmierci taty pana Jarka. Jak żartują, w ich życiu rządzi kreatywny chaos.

olej_7.jpg

– U nas wszystko zaczyna się od praktyki, a dopiero później przychodzi teoria. Najpierw próbujemy, potem czytamy – śmieje się pan Jarosław i podkreśla, że oboje nie mogą usiedzieć w miejscu, cały czas szukają sobie „roboty”. A tej w gospodarstwie nie brakuje, dlatego pomagają też dzieci: Mikołaj i Oliwia oraz mama pana Jarka, pani Danusia.

Gospodarzom nie brakuje też pomysłów na kolejne inicjatywy. W planach mają produkcję odtłuszczonej mąki czy kremów, z tego co zostaje m.in. z dyni, sezamu czy czarnuszki.  – Tu nic się nie marnuje – podkreślają.

olej_8.jpg

Ręczna robota

W manufakturze nie ma produkcji taśmowej. Każda butelka wymaga cierpliwości oraz precyzji i jest napełniana ręcznie. Podczas tłoczenia temperatura nie może przekroczyć 40 stopni Celsjusza, bo tylko wtedy olej zachowuje swoje najcenniejsze właściwości. - Każde ziarno zachowuje się inaczej i wymaga odpowiednich ustawień – podkreśla pani Ania.

olej_9.jpg

O tej technologii produkcji można z właścicielami porozmawiać podczas zakupów. Ania i Jarek swoje oleje, syropy i sole sprzedają w Warszawie podczas środowych targów pod ministerstwem rolnictwa oraz podczas targów i jarmarków w regionie. Od miesiąca oleje ze Stachlewa można także  kupić na rynku „Prosto od rolnika” przy ul. Pabianickiej w Łodzi. Tam gospodarze najbardziej cenią  kontakt z klientem. – Dlatego nie chcemy sprzedawać naszych produktów przez pośredników, dzięki temu robimy też na konkretne zamówienie. Chcemy, żeby ten produkt był w 100 procentach „nasz” – podkreśla pan Jarek.

olej_10.jpg

Bez pośredników, w każdą sobotę

W Łodzi działają dwa rynki „Prosto od rolnika” – przy ul. Pabianickiej i przy Manufakturze (wjazd od ul. Piwnej). Handel tu odbywa się w każdą sobotę. Swoje produkty sprzedają tylko wystawcy z naszego województwa – wytwórcy rzemieślniczych serów, chlebów, tradycyjnych wędlin, naturalnych soków, przetworów, pszczelarze, sadownicy, ogrodnicy.

Co tydzień można tu kupić wyjątkowe regionalne specjały robione w oparciu o tradycyjne receptury. Takie zakupy wyróżnia też możliwość rozmowy klienta z hodowcą czy producentem – może spytać o skład i sposób wytworzenia. Handel trwa od godz. 6-7 do południa.

kw/fot. M. Romanik