Przejdź do treści Przejdź do menu głównego Przejdź do wyszukiwarki

Skoki narciarskie. Skoczek ma tylko trzy życia

czwartek, 19 lutego 2026

Z Bartłomiejem Marczakiem, Zgierzaninem, mistrzem olimpijskim masters, pierwszym Polakiem, który wziął udział w MŚ Masters rozmawia Maciej Mroczyński

 

 

Minęło sześć lat, od kiedy zdobył Pan złoto na Igrzyskach Olimpijskich Masters, ale wciąż jest pan urzędującym mistrzem…

Tak, ponieważ w 2024 roku te zawody się nie odbyły. Nie zdążyli wyremontować skoczni. Natomiast Igrzyska Olimpijskie w Austrii z 2020 roku były dla mnie niesamowitym przeżyciem. Nikt nie wierzył w to, że ktokolwiek z Polski pojedzie na te zawody. Każdy mówił o daleko i drogo, ale się zaparłem. Wskoczyłem do auta, 12-13 godzin jednym ciągiem przejechałem. O północy dojechałem do Austrii, do hotelu. Pojawiłem się w Innsbrucku na ceremonii otwarcia olimpiady, szedłem z flągą jako jedyny Polak. Dumny byłem z wyjazdu i z tego, że miałem możliwość reprezentowania mojego kraju. Dałem z siebie wszystko i udało się zdobyć złoty medal. Naprawdę było warto. I wiem, że nie można odpuszczać, bo później możemy być dumni z naszych dokonań. Czasami nawet, nieważne jest to miejsce, które się zdobyło czy medal., ale to, że człowiek poświęcił się pasji.

 

Zmagania światowej czołówki skoczków, a mastersów. Jakie są podobieństwa?

Skaczemy na tych samych skoczniach. Jak oglądam w telewizji zmagania na Igrzyskach czy w Pucharze Świata, to czasami pokazuję palcem znajomym, że na tych skoczniach skakałem. Mam na swoim koncie przeszło 50 skoczni. W różnych krajach, m.in. Norwegii, Słowenii, Austrii, Czechach, Słowacji i Szwajcarii. Podobnie wyglądają oceny sędziów – liczy się odległość i styl. Ale rywalizowałem nie tylko w mastersach - miałem również możliwość konkurowania z najlepszymi podczas Orlen Cup. To byli zawodnicy, którzy mieli miejsca w kadrach narodowych. Na przykład Tomek Pilch – siostrzeniec Adama Małysza.  Wiadomo, że moje miejsca nie były najwyższe.  „Podpisałem” listę zawodów dwukrotnie.

 

Lepiej sięgać po złoto w mastersach czy walczyć z czołowymi zawodnikami w Polsce?

Sam udział w takich zawodach jak Orlen Cup jest dla mnie wyróżnieniem. To profesjonalne zmagania, gdzie konieczna była licencja i dobrze przygotowany sprzęt. Zawody z reguły odbywają się na skoczni 70-metrowej. To jeden z większych, na których skakałem Czuć prędkość, granicach 80 kilometrów na godzinę i wiatr pod nartami. Szczerze mówiąc, lepiej być ostatnim wśród najlepszych, niż najlepszym wśród tych jakichś najgorszych. Ale złoto masters też smakuje, bo fajnie jest wygrywać.

Nie jest łatwe, wskoczenie na jakiś poziom, będąc skoczkiem z centralnej Polski. Można nas porównać do bobsleistów z Jamajki. Narty nieraz się łamały, podczas treningów. Mieliśmy bardzo trudny start, bo wiadomo, że jak zawodnik pochodzi z gór, ma pod domem klub, trenuje na codziennie. Ma profesjonalnego trenera i dostęp do sprzętu. A kiedy my zaczynaliśmy, ciężko było zdobyć cokolwiek. Skakałem w butach o dwa rozmiary za małych po Maćku Kocie. Kombinezony i kaski też były za małe.

 

Gdyby któryś z Naszych Czytelników chciał sobie poskakać. Może kupić sprzęt i wejść na skocznię?

Sprzęt jest ciężko kupić gdziekolwiek. W sklepach nie sprzedają. Można nabyć używany od skoczków. U nas nie jest to możliwe, co innego zagranicą. Nie jest to też tanie. Same narty to kosztują w granicach 600 euro. Dawniej to z 10 tysięcy złotych myślę, żeby się uzbierało za nowy komplet, dziś trochę mniej potrzeba. A czy się spodoba? Nie wiadomo, bo niektórzy zaczynają ten sport trenować, zaliczą parę upadków i po prostu rezygnują.

Trening na skoczni kosztuje kilkadziesiąt złotych, ale obecnie bez licencji się na nią nie wejdzie. Kiedyś nikt nie patrzył, czy skorzystamy z tej skoczni, czy nie.  Mogliśmy sobie cały żywny dzień tam skakać. Mieliśmy tutaj z 20-30 skoków i nikomu nic do tego nie było. Na przykład skocznia w Szczyrku nie była ogrodzona, można było sobie wejść z ulicy i tam odbyć trening.

 

Pana upadek pokazywali w głównym wydaniu Faktów? Groźnie wyglądał…

Szczerze mówiąc wyszedłem bez szwanku. Miałem szczęście. Czasami jak upadamy, to jesteśmy w stanie się jakoś ustawić, że go zamortyzować. Gdybym upadł z tej wysokości z dachu budynku, to pewnie bym się połamał na części. Wtedy jeszcze nie byłem fizjoterapeutą. Wstałem, otrzepałem się i  drugi raz szedłem na górę. Kolano bolało i człowiek nie myślał, że powinien jechać, zrobić sobie rezonans magnetyczny i sprawdzić czy nic się nie stało. Byłem młodszy i nie miałem świadomości od strony medycznej, że to może wszystko się źle skończyć. Człowiek czuł się jak z gumy, miał przekonanie, że nic mu nie grozi. Nic sobie w życiu nie złamałem i nie wierzyłem, że mógłbym sobie coś zrobić. Teraz jest inaczej, czasami trzeba pomyśleć, czy warto tego dnia oddać skok.

 

Jak duże jest ryzyko, które podejmują skoczkowie?

Po roku czasu treningów miałem poważną kontuzję i dwa zęby straciłem. Nie ukrywam, że za każdym razem siedzę na górze, myślę o tym, żeby sobie nic nie zrobić.  I to jest taka trochę trauma. Podobną może mieć Paweł Wąsek na przykład, który mówi się, że też ma jakieś tam zawsze obawy na skoczni, po tym jak miał upadek w Wiśle. Ze skoczkami jest jak z Mario, tym z gry komputerowej. Mario ma trzy życia. Tak samo u nas jest, że tracisz jedno życie, później masz tam jakiś drugi większy upadek. Wtedy zawodnicy rezygnują z kariery. Tak było na przykład z Thomasem Morgensternem i Magdaleną Pałasz. Nie chcą kusić losu, zrobić z siebie inwalidę.

 

Z perspektywy zawodnika, który moment w skakaniu jest najpiękniejszy? Gdy się leci i wszystko widać z góry, a może wtedy, gdy się jest na belce?

Najpiękniejsza jest cała otoczka. Kiedy człowiek pakuje narty do samochodu, a kiedyś do pociągu, gdy je przez okno władaliśmy. Potem, gdy zakładam gogle, kask, kombinezon - czuję się jakbym miał lecieć w kosmos. Siedzenie na belce jest najgorsze, a im człowiek dłużej siedzi, tym więcej myśli. Podczas samego skoku, trudno upajać się wysokością, bo trzeba się skoncentrować na tym, żeby bezpiecznie wylądować.

 

Zaczął pan na początku ery Adama Małysza. To pana największy idol?

Z lat dzieciństwa na pewno. Zawsze mówię, że gdyby nie on, nie trenowałbym skoków.  Pana Adama miałem kilka razy okazję poznać i porozmawiać z nim. Lubi pożartować, sympatyczny i otwarty człowiek. Drugim moim ulubiony skoczkiem jest Sven Hannawald. Urzekł mnie swoim pięknym stylem. Co skok, to prawie miał wszystkie oceny po 20. I to było niesamowite, jak on po prostu leci w powietrzu Poza tym napędzał rywalizację z Adamem Małyszem. Czytając jego autobiografię, wiem, że naprawdę nie miał łatwo. Ścieżkę do sukcesów miał długą i wyboistą,. A jest naprawdę prostym, fajnym takim człowiekiem.

 

Na koniec – jakie plany sportowe w najbliższym czasie?

Na pewno występ na Mistrzostwach Świata Masters we Włoszech w Predazzo we wrześniu. Natomiast za dwa lata będą olejne Igrzyska Olimpijskie Masters w fińskim Lahti. Zawsze człowiek celuje w to złoto, choć dla mnie każde miejsce na podium jest taką gloryfikacją Człowiek siedzi sobie w domu i spojrzy na tę ścianę z tymi medalami i pucharami. Myślę sobie, fajnie było. Dlaczego tak fajnie może nie być w przyszłości?

 

Bartłomiej Marczak, skoczek narciarski – Zgierzanin, Mistrz Olimpijski Masters, wielokrotny medalista Mistrzostw Świata Masters.

Zgierzanin jako pierwszy Polak wystartował w MŚ Masterst. Od 2018roku i nieustannie aż do 2024 r. każdego roku przywoził z nich medal.

Sukcesy na Mistrzostwa Świata Masters:

2018 Szczyrk - Polska – srebrny medal

2019 Predazzo - Włochy - brązowy medal 

2020 Kitzbuhel Innsbruck - Austria - zloty medal (igrzyska olimpijskie masters, w tym roku traktowane również jako mistrzostwa świata masters)

2021 Velenje - Słowenia - srebrny medal 

2022 Planica - Słowenia - srebrny medal 

2023 Zakopane Polska (zimowa edycja mistrzostwa świata) - srebrny (kombinacja norweska) i brązowy medal

2023 Oslo - Norwegia - srebrny i brązowy medal 

2024 Kandersteg Szwajcaria - złoty medal