Przejdź do treści Przejdź do menu głównego Przejdź do wyszukiwarki

Łódzkie zachwyca. Krucha historia zapisana w szkliwie. Majolika z Nieborowa

czwartek, 19 marca 2026

Majolika z Nieborowa nie jest tylko ceramiką. To raczej opowieść zapisana w szkliwie, o ambicji, estetyce i potrzebie tworzenia rzeczy pięknych w świecie, który coraz szybciej odchodzi od rękodzieła.
- Historia nieborowskiej majoliki, choć często opowiadana jednym ciągiem, w rzeczywistości składa się z kilku wyraźnych rozdziałów, prób, powrotów i reinterpretacji. To nie jest opowieść o ciągłości, lecz raczej o powracaniu do idei, która za każdym razem przyjmuje nieco inną formę – mówi Monika Antczak, kurator Muzeum w Nieborowie i Arkadii.- Tych pracowni ceramicznych było kilka. Ta, która funkcjonuje dziś, jest już trzecim podejściem do reaktywowania manufaktury majoliki.

FUJI_manufaktura_majoliki_nieborow-57_1.jpg

Pierwsza odsłona tej historii sięga drugiej połowy XIX wieku, kiedy książę Michał Piotr Radziwiłł powołał do życia manufakturę przy swojej rezydencji w Nieborowie. Majolika, technika wywodząca się z renesansowych Włoch, była wówczas symbolem wyrafinowania. Jej znak rozpoznawczy stanowiło mleczne, nieprzezroczyste szkliwo, które stawało się płótnem dla intensywnych barw i dekoracyjnych form.

Nieborów wpisał się w ten nurt z rozmachem. W dawnej przestrzeni browaru powstał zakład, który szybko zaczął tworzyć rzeczy nie tylko funkcjonalne, lecz przede wszystkim efektowne. Talerze, misy, kafle piecowe czy fantazyjne figurki były nośnikami stylu, łączącego inspiracje włoskie, francuskie i niderlandzkie z lokalną wrażliwością. Ornamenty roślinne, sceny pejzażowe, motywy historyczne, wszystko to składało się na estetykę, która miała zachwycać i budować prestiż.

FUJI_manufaktura_majoliki_nieborow-02_1.jpg

Były to zarazem przedmioty, które nie trafiały do każdego domu. Produkcja majoliki była kosztowna i czasochłonna, a jej odbiorcami pozostawali przede wszystkim przedstawiciele elit oraz zamożnego mieszczaństwa. W tym sensie nieborowskie wyroby funkcjonowały nie tylko jako element wyposażenia wnętrz, lecz także jako znak aspiracji i kulturowej przynależności, do świata, który definiował się poprzez smak, edukację i kontakt ze sztuką.

Ale majolika nieborowska to także historia krótkiego trwania. Mimo ambicji i artystycznej jakości, manufaktura funkcjonowała zaledwie kilkanaście lat. Rynek, koszty produkcji i zmieniające się realia gospodarcze sprawiły, że przedsięwzięcie nie przetrwało próby czasu. Paradoksalnie jednak, to właśnie ta efemeryczność nadała jej szczególny status. Wyroby z Nieborowa stały się świadectwem epoki - jej aspiracji, gustów i ograniczeń.

- Ta historyczna manufaktura funkcjonowała właściwie tylko kilka lat - mówi kurator Antczak. - Problemy z jej prowadzeniem sprawiły, że Radziwiłł podjął decyzję o zamknięciu. To było po prostu nieopłacalne.

Już na początku XX wieku pojawiła się próba powrotu do produkcji ceramicznej, jednak miała ona zupełnie inny charakter. Pracownię wynajmował wówczas artysta Jagmin, który tworzył w odmiennej stylistyce, odchodząc od pierwotnej koncepcji majoliki nieborowskiej. Prawdziwy przełom nastąpił dopiero w latach 80. XX wieku. To wtedy, dzięki zaangażowaniu ówczesnego kuratora muzeum, Janusza Piwkowskiego, postaci kluczowej dla tego miejsca, podjęto próbę odtworzenia manufaktury w jej historycznej formule.
- To była pierwsza świadoma reaktywacja - podkreśla Monika Antczak. - Próba powrotu do tego, czym była majolika w XIX wieku.

Kolejne podejście pojawiło się na przełomie lat 90. i 2000., jednak dopiero ostatnia odsłona tej historii przyniosła stabilizację. Od kilku lat współczesną manufakturę prowadzi ponownie rodzina Radziwiłłów - i w tym sensie historia rzeczywiście zatoczyła koło.
- Majolika, wbrew pozorom, nie jest tylko techniką zdobienia. Jest procesem, w którym czas, temperatura i ręka człowieka spotykają się w delikatnej równowadze - mówi Michał Grzegorczyk, ceramik. - Majolika to ceramika zdobiona w sposób szczególny: na jeszcze surowe szkliwo nakłada się wzór przy użyciu specjalnych farb majolikowych. To moment wymagający największej koncentracji. Szkliwo nie zostało jeszcze utrwalone, powierzchnia jest chłonna i nie wybacza błędów. Rysunek, ornament, gest pędzla — wszystko musi być przemyślane, a jednocześnie pewne – mówi Michał Grzegorczyk, ceramik z nieborowskiej majoliki.

FUJI_manufaktura_majoliki_nieborow-13.jpg

Dopiero potem następuje wypał. W temperaturze około 1000–1080 stopni Celsjusza szkliwo i farby zaczynają się przetapiać, łączyć, wtapiać w biskwit, czyli wcześniej wypaloną, spieczoną glinę. To właśnie w tym procesie powstaje właściwa majolika: powierzchnia staje się szklista, barwy nabierają głębi, a wzór zostaje utrwalony na zawsze. Jednak droga do tego momentu jest znacznie dłuższa, niż mogłoby się wydawać.
- To nie jest kwestia dnia czy dwóch - mówi Grzegorczyk. - U nas cały proces potrafi trwać nawet trzy tygodnie.

FUJI_manufaktura_majoliki_nieborow-06.jpg

Dziś powrót majoliki do Nieborowa nie ma w sobie nic z przemysłowego odtworzenia przeszłości. To raczej świadoma rekonstrukcja idei. Współczesna manufaktura działa na zupełnie inną skalę, kameralną, niemal intymną. Proces produkcji, rozciągnięty w czasie i oparty na ręcznej pracy, stoi w kontrze do masowości współczesnego rynku. Każdy przedmiot powstaje powoli: od formowania gliny, przez wypały, aż po ręczne zdobienia. W tym sensie majolika staje się nie tylko produktem, ale doświadczeniem, zapisem czasu i uważności.

Majolika nieborowska przyciąga wzrok głębią barw, nasyconych, a jednocześnie miękko rozlewających się pod warstwą szkliwa. Jej powierzchnia jest chłodna, lekko falująca, niekiedy z subtelnymi nierównościami, które zdradzają rękę twórcy. Naczynia mają swój ciężar, swoją obecność, nie są jedynie obrazem, lecz przedmiotem, który angażuje dotyk i uwagę.

Wbrew potocznym skojarzeniom majolika nieborowska nie była historycznie zdominowana przez błękit. Jej paleta była bardziej stonowana, osadzona w naturze: brązy, ochry, przygaszone czerwienie, zielenie. Kolory ziemi, spokojne, głębokie, pozbawione krzykliwości. Niebieski oczywiście się pojawiał, ale nigdy nie był dominujący. Współczesna pracownia w Nieborowie świadomie do tej tradycji nawiązuje, choć nie odtwarza jej dosłownie. Inspiracją stały się między innymi kafle z pałacu w Nieborowie, choć same wykonane inną techniką, podszkliwną. Dziś ich wzory funkcjonują jako punkt odniesienia: są reinterpretowane, przetwarzane, czasem przenoszone na ceramikę przy użyciu nowoczesnych metod, takich jak kalkomania ceramiczna.

- Malujemy ręcznie - mówi Grzegorczyk - ale korzystamy też ze współczesnych rozwiązań. Zrobiliśmy zdjęcia wybranych kafli, przetworzyliśmy je i zleciliśmy wykonanie kalkomanii. To sposób, żeby połączyć tradycję z dzisiejszym warsztatem. Ta podwójność - między ręcznym gestem a technologicznym wsparciem - dobrze oddaje charakter współczesnej majoliki. Nie jest ona ani rekonstrukcją przeszłości, ani całkowitym zerwaniem z nią. Raczej próbą prowadzenia dialogu.Co istotne, współczesne realizacje nie są jedynie kopiami dawnych wzorów. To dialog z tradycją. Widać w nich szacunek dla historycznych form, ale też subtelne przesunięcia, uproszczenia, nowe proporcje, czasem odważniejsze zestawienia kolorystyczne. Dzięki temu majolika nie zamienia się w muzealny eksponat, lecz pozostaje żywą formą sztuki użytkowej.

FUJI_manufaktura_majoliki_nieborow-22.jpg

Dla odbiorcy, szczególnie tego, który zdążył już nasycić się nadmiarem rzeczy, majolika z Nieborowa może mieć znaczenie szczególne. Nie jest przedmiotem pierwszej potrzeby. Jest wyborem. Świadomym gestem skierowanym ku jakości, historii i materialności, która nie udaje doskonałości. W drobnych nieregularnościach, w śladach pędzla, w lekko nierównym szkliwie kryje się coś, czego nie da się powielić przemysłowo: obecność człowieka.
- Nie ma w Polsce drugiej takiej pracowni - zaznacza Antczak. -  Oczywiście istnieją inne ośrodki ceramiczne, jak Ćmielów, ale to zupełnie inna technologia, inny rodzaj wyrobów.

Nie bez znaczenia pozostaje także kontekst miejsca.
- To wyjątkowe, że manufaktura funkcjonuje przy pałacu - mówi kurator. - Została założona przez Radziwiłłów przy ich domu i dziś znów jest prowadzona przez tę samą rodzinę. To zakorzenienie w przestrzeni i historii sprawia, że majolika nieborowska jest czymś więcej niż tylko rzemiosłem. Staje się częścią większej narracji o ciągłości, pamięci i odpowiedzialności za dziedzictwo.

DJI_manufaktura_majoliki_nieborow-63.jpg

Wystawa poświęcona manufakturze odsłania ten świat w sposób szczególny.
- Wszystkie prezentowane obiekty są oryginalne - podkreśla kuratorka. - Pochodzą z lat 70. i 80. XIX wieku.

Kolekcja, choć oparta na zbiorach muzealnych, pozostaje żywa - uzupełniana o nowe nabytki pojawiające się sporadycznie na rynku antykwarycznym. Ekspozycja ukazuje szerokie spektrum zastosowań majoliki: od dekoracyjnych żardinier, przez donice i wazony, po przedmioty codziennego użytku. Wśród nich znajdują się także formy bardziej nieoczywiste, jak stojak na parasole czy popielniczka w kształcie jaszczura, której ruchoma forma zdradza funkcję dopiero przy bliższym poznaniu.
Szczególną uwagę zwracają również odniesienia do architektury i sztuki sakralnej. W nieborowskim kościele znajduje się unikatowa kaplica oraz ołtarz wykonane w technice majoliki, zaprojektowane przez samego Radziwiłła. Wystawa jedynie sygnalizuje ten wątek, zachęcając do dalszego odkrywania miejsca.

FUJI_manufaktura_majoliki_nieborow-30.jpg

- To wszystko jest na wyciągnięcie ręki - dodaje Antczak. -  Kilka kroków od muzeum. Majolika nieborowska, oglądana dziś, pozostaje zjawiskiem osobnym. Trudnym do porównania, niepodrabialnym.

Od 1 marca otwarta została ekspozycja w Pałacu w Nieborowie, a od kwietnia, kiedy zostanie udostępniać piękny ogród, otwarta zostanie wystawa nieborowskiej majoliki.

bg.
zdjęcia: Marcin Romanik