Przejdź do treści Przejdź do menu głównego Przejdź do wyszukiwarki

Łódzkie zachwyca. Cerkiew św. Aleksandra Newskiego w Łodzi – odzyskiwanie utraconego piękna

czwartek, 30 kwietnia 2026

Jeszcze kilka lat temu wnętrze łódzkiej cerkwi św. Aleksandra Newskiego sprawiało wrażenie przestrzeni zmęczonej czasem i doraźnymi ingerencjami. Warstwy farb nakładane przez dekady, często bez poszanowania pierwotnego wystroju, skutecznie przysłoniły bogactwo XIX-wiecznych dekoracji. Polichromie zamalowano, detale uproszczono, a całość zatraciła swoją pierwotną głębię i sakralny charakter. W latach 80. ściany pokryto jednolitą, różową farbą, która, choć miała odświeżyć wnętrze, w istocie zamieniła je w estetyczny kompromis.

Dopiero rozpoczęty w 2022 roku kompleksowy remont - największy od ponad stulecia - odsłonił prawdziwe oblicze świątyni. Prace konserwatorskie szybko przyniosły efekty, które można bez przesady nazwać sensacyjnymi. Spod wtórnych powłok wyłoniły się oryginalne polichromie sprzed około 140 lat: subtelne ornamenty, imitacje marmuru, złocenia i precyzyjnie wykonane detale, świadczące o wysokim poziomie artystycznym twórców.

DSC06117.jpg

- Remont cerkwi św. Aleksandra Newskiego osiągnął dziś etap, który dla obserwatora wydaje się najbardziej efektowny, ale w istocie poprzedziły go lata pracy niewidocznej, żmudnej i technicznie skomplikowanej - mówi Grzegorz Dzierzęga, kierownik prac konserwatorskich.-  Początki były dalekie od spektakularnych odkryć czy estetycznych efektów. Rozpoczęliśmy trzy lata temu pracę od badań. Przeszliśmy przez część prac technicznych, takich trudnych, brudnych. Teraz wchodzimy już w takie czyste prace malarskie, pozłotnicze, to co lubimy robić.

Najbardziej fundamentalnym problemem okazała się nie dekoracja, lecz… woda. Przez ponad sto lat piwnice świątyni były regularnie zalewane, co wpływało na stan całej konstrukcji. W skrajnych momentach poziom wody sięgał nawet kolan. Dopiero przeprowadzenie skomplikowanych prac izolacyjnych - wykonanie drenażu i zabezpieczenie fundamentów - pozwoliło zatrzymać ten proces.

- Można powiedzieć, że po zainstalowaniu tej całej instalacji, zrobieniu tej izolacji na drugi dzień woda już nam zniknęła z piwnicy.

Choć osuszanie murów trwa nadal i jest procesem długofalowym, już teraz pojawiają się pomysły na nowe wykorzystanie tej przestrzeni, być może jako części ekspozycyjnej lub zaplecza dla parafii. To przykład, jak konserwacja może nie tylko przywracać przeszłość, ale i otwierać nowe możliwości.

DSC06114.jpg

Dopiero na tak przygotowanym „fundamencie” możliwe było przejście do prac właściwych – odsłaniania i rekonstruowania wystroju. To właśnie na tym etapie pojawiły się odkrycia, które zmieniły sposób myślenia o wnętrzu cerkwi. Przez dziesięciolecia była ona pokryta jednolitą, olejną farbą - w dodatku w kolorze, który niewiele miał wspólnego z pierwotną estetyką.

- Cerkiew była wymalowana na jeden kolor - różowy. Pod spodem było kilka innych przemalowań, ale na samym dole odkryliśmy oryginalną warstwę malowideł - mówi Grzegorz Dzierzęga.

Odsłonięte fragmenty ujawniły bogactwo dekoracji: marmoryzacje w dolnych partiach ścian, przedstawienia świętych metropolitów, a wyżej, w pendentywach podtrzymujących kopułę czterech ewangelistów. W prezbiterium znajdują się natomiast wizerunki Chrystusa, Bogurodzicy i Jana Chrzciciela. To ikonograficzny program typowy dla tradycji prawosławnej, ale zarazem świadectwo wysokiej klasy artystycznej wykonania.

DSC06133_1.jpg

Odkrycia nie ograniczyły się jednak do warstwy malarskiej. Konserwatorzy natrafili również na zabytkowe ikony oraz elementy ikonostasu, które odzyskują dziś dawny blask. Szczególne emocje wzbudziło odnalezienie dzwonu z 1903 roku, ukrytego najprawdopodobniej na początku II wojny światowej. W różnych zakamarkach świątyni znajdowano także drobne wota, takie jak różańce, kartki z modlitwami, pozostawione przez wiernych jako ślady ich osobistej religijności.

DSC06237.jpg

I właśnie te znaleziska prowadzą nas od materii ku ludziom. W końcu cerkiew nigdy nie była jedynie architekturą, była żywym organizmem religijnym. W końcu XIX wieku korzystały z niej setki, a z czasem tysiące wiernych, głównie rosyjskich urzędników, wojskowych i ich rodzin, ale także stopniowo rosnącej społeczności prawosławnej związanej z miastem. Łódź, jako dynamiczny ośrodek przemysłowy Imperium Rosyjskiego, przyciągała ludność z różnych regionów, a cerkiew była dla niej nie tylko miejscem kultu, lecz także centrum życia społecznego.

XX wiek przyniósł jednak radykalne zmiany. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę liczba prawosławnych w Łodzi wyraźnie spadła. Część wiernych wyjechała, inni ulegli asymilacji. Mimo to świątynia przetrwała, i to bez zmiany funkcji, co samo w sobie jest zjawiskiem wyjątkowym. W okresie powojennym stała się ważnym ośrodkiem dla mniejszości prawosławnej, znacznie już mniej licznej, ale nadal obecnej. Dziś parafia funkcjonuje w zupełnie innych realiach. Wiernych jest mniej, ale ich obecność ma charakter bardziej świadomy i zakorzeniony.

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają „ukryte historie”. Dzwon z 1903 roku nie znalazł się na wieży przypadkowo – wszystko wskazuje na to, że został celowo ukryty, najpewniej w obawie przed jego zarekwirowaniem przez okupantów podczas II wojny światowej. Kto dokładnie podjął tę decyzję – duchowny, wierni, a może pracownicy cerkwi – pozostaje zagadką. Podobnie jak to, czy w murach świątyni nie kryją się jeszcze inne tajemnice: nieodkryte dokumenty, depozyty, a może ślady dawnych przekształceń przestrzeni.

DSC06241.jpg

Znalezione wota, drobne przedmioty osobiste, otwierają jeszcze inny wymiar narracji. Każdy różaniec czy zapisana kartka to ślad indywidualnej historii: modlitwy, prośby, wdzięczności. To mikroświat ludzkich doświadczeń, który na chwilę wynurza się spod warstw czasu.

Równolegle do prac wewnątrz rozpoczęto działania na zewnątrz świątyni. Na pierwszy rzut oka widoczne są przede wszystkim rusztowania, rozbudowane, dostosowane do skomplikowanej bryły budynku. Jednak za nimi kryje się problem znacznie poważniejszy niż estetyka. Stan elewacji, a zwłaszcza sztukaterii, okazał się alarmujący

Wiele elementów jest spękanych, odspojonych od ścian i realnie zagraża bezpieczeństwu przechodniów. Odpadający fragment dekoracji, nawet niewielki, może stanowić poważne niebezpieczeństwo. Prace obejmują więc nie tylko czyszczenie fasady, ale także jej rekonstrukcję: impregnację, uzupełnianie ubytków, a w wielu przypadkach odtwarzanie detali od podstaw. To proces wymagający ogromnej precyzji i cierpliwości, tym bardziej że mowa o kilometrach delikatnych ornamentów, często w bardzo złym stanie technicznym.

DSC06261.jpg

Według szacunków konserwatorów, całość prac potrwa jeszcze około dwóch lat. Będzie to etap mniej spektakularny wizualnie, ale kluczowy dla trwałości całej konstrukcji.

Dopiero na tle tych współczesnych działań konserwatorskich w pełni wybrzmiewa historia samej świątyni. Cerkiew powstała w latach 1880–1884, w okresie gdy Łódź była jednym z najdynamiczniej rozwijających się ośrodków przemysłowych Imperium Rosyjskiego. Jej projekt powierzono Hilaremu Majewskiemu – architektowi, który w znacznym stopniu ukształtował urbanistyczne oblicze miasta. Co znamienne, fundatorami cerkwi byli nie tylko przedstawiciele administracji carskiej, lecz także łódzcy fabrykanci – wśród nich Karol Scheibler, Izrael Poznański i Juliusz Heinzel. Ich udział w przedsięwzięciu miał wymiar pragmatyczny i polityczny: był wyrazem lojalności wobec władz, ale też świadectwem złożonej, wielokulturowej struktury miasta.

Świątynia została konsekrowana w 1884 roku i – w przeciwieństwie do wielu innych obiektów tego typu – przetrwała burzliwe wydarzenia XX wieku bez zasadniczych zniszczeń czy zmiany funkcji. Od 1951 roku pełni rolę soboru katedralnego, a od lat 70. znajduje się w rejestrze zabytków.

DSC06241_1.jpg

Dzisiejszy remont nie jest więc jedynie techniczną interwencją, lecz próbą przywrócenia ciągłości estetycznej, historycznej i duchowej. To proces odsłaniania warstw pamięci, w którym spod farby, kurzu i zapomnienia wyłania się nie tylko dawna dekoracja, ale i historia miasta, jego mieszkańców oraz ich skomplikowanych losów.

bg.
zdjęcia: Sebastian Sołtyszewski