Przejdź do treści Przejdź do menu głównego Przejdź do wyszukiwarki

Łódzkie dla przedsiębiorców. No Socks a wygodnie

piątek, 5 czerwca 2026
Opatentował sposób na wygodny spacer bez skarpetek. Również po wysokich górach. Swoją firmę prowadzi oczywiście w Łódzkiem.

- Nigdy nie lubiłem chodzić w skarpetach - opowiada Witold Czarnecki prowadzący firmę No Socks. Dlatego wymyślił sposób, żeby noga czuła się dobrze w każdym bucie bez otulacza. Ten sposób to lniane wkładki do butów przeznaczone do częstego prania.

Dla wojska i w góry

- Len to najlepsze włókno naturalne, jakiego człowiek kiedykolwiek mógł używać. Dała nam go sama natura. Jest antyalergiczny, odporny na patogeny i pochłania praktycznie tyle wilgoci, ile sam waży. A uprawia się go jak wino - nie potrzebuje żadnych pestycydów, ani dużej ilości wody. Po prostu rośnie - zachwala Witold Czarnecki i podaje przykłady wykorzystania lnu w przeszłości: - Kiedyś wojsko miało lniane onuce, później zastąpili to flanelą, bo była dużo tańsza. Ale żołnierze amerykańscy nadal noszą skarpety, w których len stanowi 60 procent. Ponadto przed wojną bandaże również były robione z lnu, bo po użyciu można było je wyprać, wygotować i nadawał się znowu do użycia.

Plisowana struktura wkładek wspomaga cyrkulację powietrza i masuje stopy. Len ma też właściwości termiczne - latem chłodzi, zimą grzeje. Oprócz codziennego użycia wkładki mają się świetnie sprawdzać w butach wspinaczkowych.

- Buty do wspinaczki nie mają skarpet w środku, a są gumowe. Noga bardzo się w nich poci. Wkładka sprawdza się doskonale. Podobnie jak w butach typu barefoot (to minimalistyczne, szersze obuwie, które ma naśladować chodzenie boso - red.). Sam uwielbiam chodzić w plastikowych klapkach, które też wyścielam wkładką dla lepszego komfortu - dzieli się producent.

Praca na cztery ręce

Witold Czarnecki ukończył łódzką Politechnikę na kierunku Włókiennictwo. Chciał wprawdzie budować silniki okrętowe, ale nie udało mu się dostać do Wyższej Szkoły Morskiej. W dorosłym życiu połączył pasję z wykształceniem i ma dwa patenty, które unowocześniły maszyny do szycia. Umiejętność opracowywania nowych sposobów działania maszyn przydała się również przy wkładkach do butów.

- Len jest bardzo sztywną tkaniną. Żeby wykonać na nim plisy, musiałem zrobić maszynę zupełnie inną niż proponują producenci - dodaje wynalazca.

Konieczność jej opracowania zrodziła się w momencie, kiedy na skutek pandemii musiał zamknąć dotychczasową firmę, w której zatrudniał kilkanaście osób. - Do tego doszły problemy z sercem, wskutek których nie mogłem nosić skarpet, bo bardzo puchły mi nogi ściskane przez gumki. Wiedziałem, że muszę coś wymyśleć - opowiada Witold Czarnecki.

I wymyślił - lniane wkładki. - Pomógł mi jeden pan z Warszawy, który natchnął mnie, że len może być niezwykle fajnym materiałem na wkładki. I w tym kierunku zacząłem iść. Zrobiłem kilka prób i wreszcie udało się - mówi właściciel patentu specjalnej metody łączenia i układania lnu.

Teraz potrafi wyprodukować nawet 1000 wkładek miesięcznie obsługując samodzielnie kilka maszyn, na których wycina materiał, plisuje, obszywa, lamuje, i wykańcza.

Idea "No Socks"

Biorąc udział w Splotach Biznesu - wydarzeniu współorganizowanym przez Urząd Marszałkowski na Politechnice Łódzkiej - Witold Czarnecki dzielił się swoją wiedzą na temat lnu i jego właściwości. Przy okazji złapał kontakt ze studentami, którzy obiecali zrobić profesjonalny marketing ze stroną internetową pomocną w sprzedaży produktu. Swoje wkładki prezentował też na stoisku Województwa Łódzkiego na międzynarodowych targach tekstylnych Fast Textile w Rzgowie.

- Te wkładki to nie produkt, to idea - podkreśla. - Jestem pewien, że wykorzystując prozdrowotne właściwości lnu mogę pomóc wielu osobom.

jg/fot. Artur Kostkowski (produkcja), Sebastian Sołtyszewski (targi)