Przejdź do treści Przejdź do menu głównego Przejdź do wyszukiwarki

Poszukiwania wsi, które zniknęły z powierzchni ziemi. Bardzo udane

piątek, 5 grudnia 2025

Etnografowie z Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi prowadzą ciekawe badania w okolicach Bełchatowa i Kleszczowa. Szukają wsi, których od dawna nie ma. Przestały istnieć, gdy budowano tutejszą kopalnię.

Te wnikliwe badania etnograficzne są częścią projektu „Utracone w XX wieku. Podbełchatowskie wsie przed powstaniem Kopalni Węgla Brunatnego „Bełchatów”. Są poszukiwaniem, wydawać by się mogło, bezpowrotnie utraconych części naszego województwa. MAiE pozyskało na nie ministerialne wsparcie z programu „Kultura ludowa i tradycyjna”. To ambitny plan przywrócenia pamięci o miejscach, folklorze, tradycjach i kulturze, bazujący na wspomnieniach ludzi, którzy tam mieszkali i dostępnych materiałach archiwalnych.

Badań podjęła się czwórka pracowników prowadzonego przez Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego muzeum: Maja Nowakowska z Biblioteki Etnograficznej, Michał Świercz z Działu Plastyki Ludowej, Piotr Czepas z Działu Gospodarstwa i Przemysłu Wiejskiego, oraz Tomasz Romanowicz, kurator Zespołu Działów Etnograficznych. To powrót naukowców naszego muzeum w okolice Bełchatowa po sześćdziesięciu latach. Bo inspiracją były badania przeprowadzone tu dokładnie w 1964 roku.

- W latach 60. pojawiły się projekty budowy dużego kompleksu przemysłowego związanego z energetyką. I nasi poprzednicy zdali sobie sprawę, że tutejsze wsie czeka zagłada. Kopalnia była przedsięwzięciem na dużą skalę, dlatego łódzki ośrodek etnograficzny podjął badania, które wyprzedzały tę inwestycję, aby udokumentować życie mieszkańców – opowiada Piotr Czepas.

Pracownicy muzeum oraz ówczesnej Katedry Etnografii Uniwersytetu Łódzkiego prowadzili badania w Grocholicach. Dziś to dzielnica Bełchatowa, wówczas była osobną wsią. Wynikiem tamtych badań był cykl artykułów opowiadających o rzemiośle, budownictwie, rękodziele. Materiały zostały wydane przez Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w 1966 roku.

- To baza i inspiracja do naszych badań - mówi Michał Świercz. - Prace rozpoczęliśmy w równie symbolicznym i przełomowym momencie, jak nasi poprzednicy. Oni wyruszyli w teren, żeby zachować to, co za chwilę zniknie. My wracamy tu w chwili, gdy niebawem zniknie kopalnia. Staramy się też zobaczyć, co się zmieniło po 60 latach.

Ważną inspiracją był też wyjazd na wyrobisko w Bełchatowie.

- Zobaczyliśmy tę rozległą pustkę i przyszła nam do głów myśl, że przecież tam się kiedyś toczyło życie. I dobrze byłoby zbadać, jak wyglądały istniejące tam kiedyś wsie - dodaje Piotr Czepas.

I właśnie na próbie odtworzenia życia, które zabrały kopalnia oraz elektrownia, upłynęło badaczom kilka ostatnich miesięcy. To była seria rozmów z osobami pamiętającymi czasy, gdy nie było kopalni - z własnego życia lub opowieści rodziców i dziadków. Część rozmówców podzieliła się też cennymi pamiątkami.

- Ciągle docieramy do ludzi, którzy mogą nam coś opowiedzieć. Mieszkają w różnych miastach, Warszawie, Zabrzu, Krynicy Morskiej, Łodzi, Pabianicach. Jedna osoba jest w Stanach Zjednoczonych - mówi Michał Świercz.

DSC02566.jpg

- Chcieliśmy przeprowadzić te badania interdyscyplinarnie. Zaprosiliśmy do współpracy doktor Alicję Piotrowską z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Łódzkiego, korzystamy też z wiedzy doktor Barbary Chlebowskiej, która przez lata była pracownikiem naszego muzeum, a teraz z nami współpracuje - dodaje Piotr Czepas.

Ważnym i cennym źródłem informacji byli ludzie związani ze Stowarzyszeniem Ojcowizna Wola Grzymalina. To dawni mieszkańcy tej wsi, ich potomkowie ale także osoby, które miały tu rodziny i przyjeżdżały do bliskich na wakacje i rodzinne uroczystości.

- Na czele stoi prezes Jarosław Rogoziński. Oni zbierają cenne archiwalia. Spotkaliśmy się w muzeum w Bełchatowie i nawiązaliśmy współpracę.  Od nich dostaliśmy wiele kontaktów do kolejnych informatorów – mówi Piotr Czepas.

Jak wyliczają badacze, w związku z budową kopalni w okolicach Bełchatowa zniknęło co najmniej 10 miejscowości. Ich badania dotyczą trzech. Woli Grzymaliny, Kucowa i Piasków.  

- Dlatego, że to trzy sąsiednie wsie – mówi Tomasz Romanowicz. – Leżały blisko siebie, każda ma bogatą historię, ale były bardzo różne.

Wola Grzymalina to dawne dobra Leopolda Kronenberga, największego warszawskiego finansisty z XIX wieku, którego potomkowie nie mieli głowy do interesów i stracili majątek. Kuców został założony w roku 1818 przez grupę czeskich osadników wyznania ewangelicko-reformowanego z Zelowa. Mieli oni nawet własną gwarę, której słownik opracował profesor Karol Dejna, znany polski językoznawca. Większość z nich wyjechała w latach 50. XX w.

- Opuszczali Kuców z różnych powodów. Raz, że się tu nie odnaleźli w nowej rzeczywistości społeczno-politycznej, po drugie, byli to ludzie raczej majętni, z dosyć dużą kulturą agrarną. I w pewnym momencie zauważyli, że są na celowniku służb - mówi Tomasz Romanowicz.

-  Kuców, to było takie Łódzkie w pigułce, różnorodne, wielokulturowe - dodaje Piotr Czepas.

Podczas badań udało się na przykład ustalić, że w Piaskach - na Widawce, bo rzeka miała wówczas inny przebieg - był młyn, z którego korzystali okoliczni mieszkańcy. W Kucowie prowadzono przez pewien czas wyrób cegły, w Woli Grzymalinie wydobywano torf. Była tam także kuźnia.

- Podczas likwidacji wsi została przeniesiona do innej miejscowości. Została podczepiona na linach do dwóch traktorów i wywieziona na płozach w kierunku Wolicy - opowiada Michał Świercz.

W każdej z osad byli rzemieślnicy, między innymi stolarze, krawcowe.

- Nasi informatorzy mają kapitalną pamięć. Opowiadali, jak wyglądała droga wiodąca przez ich miejscowość, gdzie był przystanek i że autobus jeździł raz dziennie, ale i tak rzadko się zatrzymywał. Relacjonowali, gdzie kto mieszkał, jak wyglądały domy. Wiemy, że budowano w dużej mierze z czerwonej cegły. Dominowały domy powojenne, ale trafiały się też murowane przedwojenne, a nawet domostwa z gliny i drewna. Wiemy, że istniały w tych miejscowościach szkoły i że relacje między ludźmi były serdeczne. Wszyscy się wspierali odwiedzali, spędzali razem czas - opowiada Piotr Czepas.

W Woli Grzymalinie był kościół, który został rozebrany i zbudowany od nowa w Białej pod Pajęcznem. Tego losu nie podzielił kościół ewangelicki w Kucowie. Został zburzony w 1991 roku.

Wsie znikały stopniowo. Pożerała je rozszerzająca się odkrywka. Piaski zniknęły, pierwsze. Potem Wola Grzymalina, Kuców najpóźniej. W Woli Grzymalinie zdążyła się jeszcze pojawić ekipa filmowa, która kręciła „Biesy” Andrzeja Wajdy. Na potrzeby filmu spalono niektóre zabudowania.

Co najbardziej zaskoczyło etnografów podczas badań?

- Tradycje wytwarzania ceramiki. W Kucowie był garncarz o nazwisku Kępa. Próbuję dotrzeć do jego syna - mówi Michał Świercz. - Udało mi się też odkryć rzeźbiarza ludowego. To Tadeusz Kurowski wychowany w Woli Grzymalinie. Mieszkał w tej wsi do roku 1984, czyli do jej końca. Wrócił do rzeźby po 2000 roku. Koledzy, hodowcy pszczół, namówili go, aby zrobił kilka figur świętego Ambrożego, patrona pszczelarzy. I tak go to wciągnęło, że zaczął znów rzeźbić. Uprawia rzeźbiarstwo ludowe i sakralne.

- Mnie interesuje mała architektura sakralna, kapliczki. Wiemy, że część z nich została przeniesiona do okolicznych wsi. Próbujemy je zlokalizować - mówi Tomasz Romanowicz

Zwieńczeniem projektu będzie otwarta dla wszystkich sesja popularno-naukowa, na którą zaproszone zostaną wszystkie osoby biorące w nim udział. Wyniki badań mają też zostać opublikowane.

- Nawiązaliśmy także kontakt z artystą multimedialnym Michałem Jankowskim, który na bazie naszej pracy ma przygotować film dokumentalny - zapowiada Michał Świercz.

- Ważne jest dla nas to, że przypomnimy ludzi, o których generalnie nie mówi się i nie pisze. Dekady temu potraktowano ich jak zbędny element. A przecież starsi mieszkańcy tej części naszego regionu byli niezadowoleni z przymusowych przeprowadzek, tracili dorobek życia. Dostawali mieszkania w bełchatowskich blokach, ale się tu dusili, to nie była przestrzeń, którą mieli od dzieciństwa. Tylko młodzi byli zadowoleni, czuli szansę na zdobycie pracy, poprawę warunków bytowych i ekonomicznych. Ten podział widać w naszych badaniach - podsumowuje Tomasz Romanowicz. - Jestem dumny z moich kolegów, że się podjęli tej pracy, mimo że rekonstruujemy historię często bardzo bolesną.

aa/fot. mr