Przejdź do treści Przejdź do menu głównego Przejdź do wyszukiwarki

Od marzenia do fioletowego pola. Skarby zamknięte w „Kropli lawendy” tylko na rynku „Prosto od rolnika”

piątek, 26 czerwca 2026

Gdy kilka lat temu Małgorzata Kosman posadziła pierwsze krzewy lawendy na polu, wielu sąsiadów patrzyło na ten pomysł z niedowierzaniem. Dla jednych była to fanaberia, dla innych eksperyment skazany na niepowodzenie. Dziś fioletowe aleje zachwycają, a w rodzinnym gospodarstwie powstają autorskie przetworów. Nazwa Kropla Lawendy jest już marką, a rozłożyste krzewy są tłem sesji zdjęciowych.

lawenda.jpg

–  Lawenda zachwyca wszystkim – mówi Małgorzata Kosman, która prowadzi plantację razem z mężem, Adamem. Jej droga do lawendowego pola w Bogorii Dolnej (gm. Zduny, pow. łowicki) prowadziła przez naukę w technikum odzieży damskiej i lekkiej, studia na kierunku administracja publiczna i pracę papierkową w supermarkecie. Rzuciła ją po urodzeniu drugiego dziecka i choć lekko nie jest, nie żałuje. – Może ta praca jest bardziej fizyczna, niż praca biurowa i jesteśmy zdani na łaskę pogody, ale satysfakcja i spokój głowy są nie do porównania – chwali prowadzenie gospodarstwa.

lawenda_1.jpg

Lawendowa fantazja

Początki były skromne. Pierwsze 10-arowe poletko powstało 6 lat temu. To 1000 sztuk krzaków. Dwanaście odmian lawendy miało być eksperymentem i próbą wykorzystania kawałka ziemi, który wcześniej nie przedstawiał większej wartości rolniczej. Nie wszystko poszło zgodnie z planem. Dwie odmiany nie przetrwały pierwszej zimy, a sąsiedzi patrzyli na przedsięwzięcie z lekkim niedowierzaniem.

lawenda_2.jpg

– Śmiali się, że na środku pola zasadziliśmy sobie ogródek – opowiada właścicielka. Jak dodaje, lawenda nie była przypadkowym wyborem. – Lawendę miałam zawsze przy domu. Moja babcia kochała kwiaty, a ja od dziecka patrzyłam na te fioletowe krzewy i po prostu je lubiłam – wspomina pani Małgorzata.

Nie tylko bukiety

Przez pierwsze dwa lata działalność plantacji opierała się tylko na bukietach świeżo ściętych kwiatów. Potem przyszedł festiwal „Województwo Łódzkie Ogrodem Polski” organizowany przez Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego w pobliskim Nieborowie. Gdy pani Małgorzata dostała zaproszenie, wpadła w panikę. – Co wystawimy na nasze stoisko? – wspomina. Zaczęło się przeszukiwanie książek z dawnymi recepturami i pomysłów na wykorzystanie lawendy inne niż w bukiecie. I w ten sposób pani Małgorzata do Nieborowa zawiozła syrop, lemoniadę, sernik i ciasteczka z lawendy.

lawenda_4.jpg

– Nigdy tego nie zapomnę. W ciągu dwóch godzin wszystko zostało wymiecione z naszego stoiska – opowiada. Do tego jeszcze klienci mieli pretensje, że plantacja nie ma żadnej reklamy. -  Chcieli przyjeżdżać na zdjęcia, odwiedzać pole. Festiwal był w sobotę, a my w niedzielę mieliśmy już wycieczki rowerowe odwiedzających – dodaje.

Kropla lawendy – morze pomysłów

Tak narodziła się „Kropla Lawendy”. Nazwę wymyślili przyjaciele rodziny, a wraz z nią zaczęły pojawiać się kolejne pomysły. To fusetki i woreczki zapachowe, ale także produkty do jedzenia m.in. cukier lawendowy i przetwory: śliwki z lawendą, później brzoskwinie, wiśnie i czereśnie. Dziś w ofercie są pyszne i bezcukrowe soki, musy, w tym słynny już brzoskwiniowo-lawendowy, są suszone pomidory z własnej uprawy, są przeciery domowe, ogórki i sałatki domowe własnej produkcji. Wszystkie produkty powstają w gospodarstwie, bez chemii, bez przemysłowych linii produkcyjnych.

lawenda_3.jpg

Wszystkie są na bazie tego, co wyrośnie w gospodarstwie pani Małgorzaty i pana Adama. Bo dziś Kropla Lawendy to nie tylko lawendowe pola. W gospodarstwie rosną również pomidory, dynie, kapusta, cebula, zioła i rośliny lecznicze. Od niedawna obok lawendy rosną też winorośle. To jak mówią państwo Kosmanowie, kolejny krok w rozwoju.

Rodzina stawia na różnorodność i samowystarczalność. Większość plonów jest przetwarzana na miejscu, a kalendarz prac wyznaczają kolejne sezony zbiorów. – Staramy się tak planować uprawy, żeby jedno się kończyło, a drugie zaczynało – opowiada pani Małgorzata. – Mamy szatkownicę i maszynkę do przecierania pomidorów, ale cała reszta to ręczna praca. Wszystko robimy sami w domu.

lawenda_5.jpg

Mała Prowansja

Obecnie plantacja obejmuje około 30 arów i kilkanaście odmian  – od klasycznej lawendy wąskolistnej po odmiany białe, różowe czy wykorzystywane do produkcji olejków eterycznych. Każda ma inny zapach, wysokość i zastosowanie.

Choć lawenda kojarzy się przede wszystkim z Prowansją, Małgorzata Kosman przekonuje, że doskonale odnajduje się także w centralnej Polsce. Szczególnie na słabych, przepuszczalnych glebach, które dla wielu innych roślin byłyby problemem. Zimy też nie są takie straszne. – Kiedy jest śnieg, lawenda ma naturalną kołdrę.

lawenda_6.jpg

Gorzej, gdy przychodzą duże mrozy bez okrywy śnieżnej, jak ta ostatnia – przypomina. Równie dużym problemem są …złodzieje. Niektórzy potrafią zatrzymać się przy drodze w pobliżu plantacji i wykopać dorodne krzaki. Nie jest to przypadek, bo nie da się tego zrobić bez łopaty…

Gospodarstwo to życie w rytmie natury. To m.in. ciekawe obserwacje i codzienna nauka. Wieczorami, gdy plantacja jest w pełnym rozkwicie, pod krzewami można zobaczyć setki trzmieli odpoczywających po całym dniu zbierania nektaru. – W pierwszym roku myśleliśmy, że coś im się stało. Rano jednak wszystkie odlatywały. Teraz już wiemy, że są po prostu tak „upojone” lawendą, że zostają na noc pod krzakami – śmieje się gospodyni.

lawenda_7.jpg

Samo zdrowie

Pan Małgorzata dziś nie wyobraża sobie innego życia. Patrząc na fioletowe pole, trudno się dziwić. Oprócz roślin, rodzina ma też hodowlę zwierząt na swoje potrzeby. W domu dominują książki o ziołach i ich wykorzystaniu. – Mam z 10 takich książek, wszystkie stare – podkreśla pani Małgorzata. - Natura to jest podstawa.

lawenda_8.jpg

Dlatego cieszy ją, że coraz więcej ludzi skłania się ku naturalnym ziołom zastępując nimi farmakologię. – Lawenda pomaga przy problemach skórnych, działa przy zaparciach, przy bólach, uspokaja, oczyszcza zatoki. Lawendę już od XII wieku uważano za roślinę leczniczą – wylicza.

Produkty pani Małgorzaty: fusetki, woreczki, syropy i naturalne przetwory w każdą sobotę można kupić na rynku Prosto od Rolnika przy Manufakturze w Łodzi. Kolejną okazją będzie też festiwal „Taste Łódzkie” w Sulejowie 4 lipca.

Prosto od rolnika

W Łodzi działają dwa rynki „Prosto od rolnika”  stworzone przez Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego i Łódzki Ośrodek Doradztwa Rolniczego. Działają przy ul. Piwnej (przy Manufakturze) i przy Porcie Łódź. Handel trwa tutaj w każdą sobotę od świtu do południa. To bardzo ważne wsparcie dla lokalnej gospodarki – wszyscy sprzedający są z naszego województwa i przywożą tu tylko swoje produkty lub uprawy. W każdą sobotę są m.in. sezonowe, świeże owoce i warzywa, rzemieślnicze sery, wędliny, chleby, domowe przetwory i soki. Taką formę handlu chwalą zarówno klienci, jak i sprzedający - zapewnia ona bezpośredni kontakt i możliwość rozmowy o produkcie.

kw/fot. P. Wajman