Łódzkie z pasją. Ręcznie robione bombki w łowickie wzory zdobią choinki na całym świecie
środa, 15 października 2025Dla pani Barbary Frątczak ze Strzelcewa (pow. łowicki) sezon świąteczny trwa cały rok, bo przez okrągłe 12 miesięcy maluje wielkanocne lub bożonarodzeniowe ozdoby. Od ponad 20 lat ręcznie robione bombki – zwłaszcza te w łowickie wzory – robią furorę i trafiają do sklepów na całym świecie m.in. w Japonii, Stanach Zjednoczonych czy Australii.

Na jednej bombce kolorowa, łowicka para ubiera choinkę, na drugiej lepi bałwana. Jest wersja z panną w łowickiej koronie czy z trzymającą na ręku dzieciątko. Każda piękna i każda unikatowa, bo malowana ręcznie przez panią Barbarę.
- Różnią się, różnią, np. na jednej kawaler ma uśmiechniętą minę, a na innej naburmuszoną, zależy, jak mi kreska wyjdzie – śmieje się pani Barbara, twórczyni ludowa, która dekorowaniem ozdób – wielkanocnych jaj i choinkowych bombek – zajmuje się od prawie 30 lat. Jak przyznaje, jest już zmęczona - chciała zwolnić tempo i zlikwidowała działalność. – Mam pierwszego małego wnusia, a sama już 71 lat, ale cały czas są zamówienia, to robię, ale teraz dla przyjemności – tłumaczy, ale gdy opowiada o przenoszeniu łowickich wzorów na bombki, oczy jej się błyszczą. I to nie brokat, którym zdobi szkło, ale prawdziwa pasja, z którą tworzy małe dzieła sztuki.

Przygoda z malowaniem na szkle zaczęła się trochę przypadkiem. Pani Barbara z wykształcenia jest technikiem ekonomistą, a pracowała jako sekretarka w Radio Victoria. Któregoś dnia dostała swój czas na antenie. – Dali mi pięciominutową audycję z przepisem na dziś i raz w tygodniu godzinę na sprawy babsko-domowe – wspomina. Efektem audycji była książka kucharska, o której dowiedziała się koleżanka pani Barbary z rodzinnego Popowa. – Przyjechała do mnie po książkę i przywiozła dwie piękne pisanki. Robiła je i ja też zaczęłam – opowiada pani Barbara.
Była samoukiem, rady dostawała przez telefon, ale pisanki tak się spodobały, że szybko pojawili się chętni. Pani Barbara odeszła z radia i w 1999 roku założyła swoją działalność. Wzory były na zamówienie, ale w którymś momencie, twórczyni postanowiła na dekoracje przenieść motywy łowickie.
- Zlikwidowali kioski, nie było żadnych pocztówek, łowickich wzorów i postanowiłam, że chociaż na jajkach spróbuję je utrwalić – mówi i wspomina, jak pierwsze łowickie pisanki woziła zawinięte w bibułkę. – Sklepy w Warszawie aż zapiały.

Jej pisanki, a potem także bombki robiły furorę na targach i wystawach m.in. w Warszawie, Francji czy w Niemczech. Przy bombkach miała wątpliwości, jak przenieść na szkło koloryt łowickiego folkloru. – Łowicki strój jest bardzo ładny, ale założy na niego palto w zimę, to nic nie widać. No bo przecież skoro jest śnieg i zima, choinki, to kobieta nie może być porozbierana. Ale było maluj w koszuli. I tak zrobiłam – opowiada.

Bombki lubi malować w nocy, gdy dom śpi. Robi to etapami – na specjalnym stojaku ma kilkanaście kul i na każdej po kolei maluje ten sam wzór. Gdy kończy ostatnią, to na pierwszej farba jest już sucha, więc potem domalowuje następne paski itp. To proces czasochłonny i wymagający skupienia oraz cierpliwości. Pisanki i bombki przez lata układały jej kalendarz: po Bożym Narodzeniu robiła pisanki, po Wielkanocy malowała i jajka i bombki na międzynarodowy festiwal ziem górskich z Zakopanem, a po tym wydarzeniu brała się za bombki na nadchodzące święta.

Szkło pozyskuje z polskiego zakładu, farby ściąga z Włoch. Kolorowe ozdoby z małej pracowni w Strzelcowie można znaleźć na całym świecie – były sprzedawane do Japonii, Australii, RPA czy Stanów Zjednoczonych. Gdy jeszcze mieszkała i tworzyła w Łowiczu, do mieszkania zapukał kiedyś Amerykanin. – Mówił tylko po angielsku, nie wiedziałam o co mu chodzi, aż wyjął z kieszeni kawałek pudełka z moją pieczątką – wspomina. Kupił wszystkie ozdoby, które pani Barbara miała nad biurkiem. – Mówiłam mu, że to prototypy, że pierwsze, prymitywne, a on, że on kochać prymityw – śmieje się. Okazało się, że był właścicielem galerii w Santa Fe, która przez wiele lat kupowała ozdoby malowane przez panią Barbarę.

Pani Barbara jest jak przysłowiowy szewc, których chodzi bez butów. Na jej choince brakuje własnoręcznie robionych ozdób, bo wszyscy je… podbierają. Ale w tym roku będzie ta najważniejsza – namalowana dla pierwszego, rocznego wnuka. – To będą jego pierwsze święta, więc musi być bombka – mówi szczęśliwa babcia.
W 2024 roku pani Barbara w uznaniu za swoje zasługi dla promocji kultury łowickiej dostała własną Gwiozdę Łowicką. To specjalne wyróżnienie dla twórców i artystów ludowych, a pani Barbara od wielu lat jest wielką promotorką kultury regionu. Oprócz tego, że przenosi łowicki folk na ozdoby, to współtworzyła zespół Ksinzoki, który pielęgnuje muzykę oraz tradycje księstwa łowickiego.

- Bardzo, ale to bardzo chciałam, żeby odżyła nasza gwara. Zawsze zazdrościłam góralom. Jak się ich w telewizji ogląda, to gadają w gwarze i wcale nie wstydzą, a u nas same państwo i nikt gwarą nie mówi – podkreśla. Sama mówi pięknie gwarą, a jej miłość do lokalnej tradycji przełożyła się na oryginalne widowiska o ludowych, dawnych obrzędach przygotowane przez zespół właśnie w gwarze.

- Dla mnie zawsze było ważne to, skąd ja jestem. Byłam zawsze dumna, że stąd i chciałam to zawsze podkreślać, ale dopóki byłam młodą dziewczyną, no to raczej takie były czasy, że trzeba było ukrywać, że się ma wiejskie pochodzenie, że się jest ze wsi. A jak już dorosłam i zmądrzałam, no to się zaczęłam chwalić tym, co mam najcenniejszego. To jest ta kultura, w której wyrosłam, to jest ta piękna wycinanka, której ja nie umiem, ale miałam w mojej rodzinie wybitną wycinankarkę i sama poszłam w malowanie – mówi.
kw/fot. P. Wajman
zdjęcia z odsłonięcia Gwiozdy - T. Grala
Galeria
https://www.lodzkie.pl/strona-glowna/aktualnosci/lodzkie-z-pasja-recznie-robione-bombki-w-lowickie-wzory-zdobia-choinki-na-calym-swiecie#sigProId103f08d1b6
