Łódzkie z pasją. Jerzy Rubersz, zaklinacz koni z Wolborza
niedziela, 17 maja 2026Historyk z wykształcenia, koniarz z zamiłowania. Jerzy Rubersz, czyli kaskader i opiekun koni na planach filmów Jerzego Hofmana i Andrzeja Wajdy, od lat nauczyciel jazdy konnej i wychowawca pokoleń absolwentów Technikum Hodowli Koni w Wolborzu. Dzięki ogromnej wiedzy i doświadczeniu, wie jak rozmawiać z końmi i jak z nimi pracować.

Jest legendą polskiego środowiska jeździeckiego i chociaż o koniach wie wszystko, to cały czas się rozwija i „ich” uczy. W pracy z tymi zwierzętami stawia na metody naturalne, na słuchanie konia i…jest jednym z najlepszych specjalistów w tym zakresie.
Od małego w siodle
Jak sam żartuje, nie urodził się w stajni, ale w mieście. Pochodzi z Łodzi, ale jego ojciec był związany z Wolborzem, dlatego mały Jurek dzieciństwo spędził w Stadzie Ogierów w Bogusławicach. – Część mojej rodziny tu pracowała, chodziłem do stada, oglądałem konie, żyłem nimi – wspomina. Pierwszy raz na konia usiadł jako dwunastolatek. To był Bencol. – Oczywiście nie wychodziło mi to, latałem po grzbiecie, jak kostka masła na rozgrzanej patelni, ale już wtedy zapowiedziałem, że będę jeździł konno – podkreśla. – Moi rodzice nie byli z tego powodu szczęśliwi, bo uważali, że przede wszystkim jest nauka.

Dlatego Jerzy Rubersz poszedł na studia niezwiązane ze swoją pasją, ale jej nie odpuścił. Ukończył historię na Uniwersytecie Łódzkim i praktycznie z rozpoczęciem tam nauki zapisał się do Akademickiego Klubu Jeździeckiego. A to oznaczało przyjazd do Bogusławic na obóz w siodle. Dziś sam takie organizuje m.in. dla seniorów.
Szkoła życia
W Bogusławicach uczył się pod okiem Wacława Gajdy, Kazimierza Andrzejewskiego i Andrzeja Osadzińskiego, ówczesnego, wieloletniego dyrektora stada i konsultanta w zakresie układów z końmi w wielu filmach m.in. Panu Wołodyjowskim, Hubalu czy Popiołach. – Nasz Akademicki Klub Jeździecki był zapleczem filmowym dla dyrektora Osadzińskiego, bo potrzebował statystów konnych, a to była spora grupa jeźdźców, wyuczonych na ogierach – opowiada.
Jak wspomina, to była prawdziwa szkoła życia, a obok szlifowania umiejętności jeździeckich, również wielka lekcja pokory, jeżeli chodzi o te zwierzęta. Uczył się i powożenia, i skoków, ale wyspecjalizował się w ujeżdżaniu, co potem zaprocentowało podczas pracy na planach filmowych. Pierwsza produkcja to „Racławice”, kręcone m.in. w Lubiatowie (pow. piotrkowski). Na planie tego filmu Jerzy Rubersz poznał Marka Siudyma, kolejnego pasjonata koni.- Odwiedzamy się do dziś – podkreśla.
Był też „Pan Wołodyjowski” oraz „Ogniem i mieczem’, gdzie z kolei jeździł z Danielem Olbrychskim.

Kolekcjoner i pasjonat
W tym przypadku obu panów, oprócz koni, połączyło… amerykańskie, oryginalne ponad stuletnie siodło z kolekcji pana Jerzego. Słynny Kmicic swoje, jak opowiadał, dostał od Kirka Douglasa, a pan Jerzy kupił swoje na bazarze w Łodzi. Jak wspomina, wydał na nie całą pensję i uratował siodło przed zamianą w barowy stołek. – To wzór z 1857 roku, do Łodzi trafiło z armią gen. Hallera, która przejęła po I wojnie światowej cały kontyngent amerykański – opowiada. Jak podkreśla, wysłużone i doświadczone siodło jest jednym z najwygodniejszych, a w swojej kolekcji, także pomagającej w pracy z uczniami, ma również inne m.in. rancherskie. – Kiedyś miałem około 10 siodeł, ale teraz zostawiłem te najcenniejsze plus siodła sportowe, których używam na kursach – mówi.
Do niedawna zarówno siodła, jak i potężna kolekcja pamiątek związanych z jeździectwem, były w domu pana Jerzego. Teraz zdobią jego pracownię w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Ustawicznego w Wolborzu. W sali są zdjęcia, plakaty, kapelusze kowbojskie, uprzęże, portrety koni. Dzięki temu jest tu niepowtarzalny klimat. O każdej pamiątce może wiele powiedzieć, bo każda ma swoją historię.

Pojeździć konno z Helen Mirren
Częścią jego drogi zawodowej jest praca na planach filmowych. To, jak opowiada, kilka miesięcy spędzonych w plenerze, tak jak było np. przy kręceniu „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana. – Przygotowania zaczęły się w okolicach kwietnia, a pierwsze zdjęcia były na koniec września – wspomina. Był wtedy konsultantem i pomagał przy scenach kaskaderskich z udziałem koni, ale i dublerem Skrzetuskiego, czyli Michała Żebrowskiego.
Ostatnia produkcja na jego liście to serial „Katarzyna Wielka” z Hellen Mirren, laureatką Oscara z film „Królowa”, i australijskim aktorem, Jasonem Clarkiem. Zdjęcia były kręcone na Litwie, a Jerzy Rubersz m.in. przygotowywał konie dla głównych bohaterów – carycy i Potiomkina. Na planie sam uczył innych, ale i każdy dzień był lekcją dla niego. Jak podkreśla, każdy koń jest inny, a mimo jego doświadczenia i umiejętności, praca z koniem, którego się nie układało i nie ujeżdżało wcześniej, to wyzwanie. – Koń reaguje na człowieka, po tym, jak ten się porusza. Gdy jest niepewny, to koń patrzy, że to jakiś „leszcz”. Ale jeżeli jestem zdecydowany, pewny, wchodzę i mówię: słuchaj stary, zróbmy to w miarę porządnie, a czasem wygłupiam się i mówię coś do ucha. Mówią, że to zaklinanie konia, ale to nie jest to. Zaklinanie to wiedza i takie hollywoodzkie pojęcie – wyjaśnia.
Po pierwsze: szacunek
W środowisku nazwisko Rubersz od razu kojarzone jest z jeździectwem naturalnym, bo pan Jerzy jest wielkim entuzjastą tych metod i jednym z ich najlepszych znawców w Polsce. Jego guru w kwestii „Natural Horsemanship” oraz korzystania z metody „imprintingu” źrebiąt, jest dla niego dr Robert Miller.
– Poznałem go w 1998 roku, był raz w Polsce. Napisał książkę, to w zasadzie taka cieniutka książeczka – „Sekrety końskiego umysłu” i to jest podstawa tej metody – mówi pokazując publikację.
Pan Jerzy ceni jeździectwo naturalne, bo jak podkreśla, jest oparte na szacunku dla konia i na zrozumienia jego psychologii oraz na naturalnych instynktach. Bez przymusu, stosowania siły czy dominacji. – Koń to nie jest zwierzę przemocowe – podkreśla.

Proszę nie budzić koni…
To podejście, metody i doświadczenie wpaja adeptom jeździectwa, a w Wolborzu uczy od 1997 roku, gdy jednocześnie wykładał historię gospodarczą na Uniwersytecie Łódzkim. Propozycję przyjął, bo zbiegła się w czasie z jego przeprowadzką do Wolborza, gdzie odziedziczył dom. – Jeszcze przez 5 lat dojeżdżałem do Łodzi – wraca pamięcią do tych czasów. Jak wspomina, szkoła wtedy miała 4 konie, które stacjonowały w stadzie ogierów w Bogusławicach, a kadra dopiero się tworzyła. – Były wtedy dwie klasy, jakieś 30 osób i nie wiem, jak ja to wtedy ogarniałem – śmieje się.
Mimo wielu lat pracy nie stracił ani trochę entuzjazmu, zarówno do koni, jak i do uczenia. Potrafi zjawić się w stajni w środku nocy, gdy jest problem z którymś ze zwierząt. – Mówię mu wtedy, że proszę nie budzić mi koni – żartuje Małgorzata Zawisza, dyrektor ZS RCKU w Wolborzu.

W harmonii
To za jej kadencji ruszyły w szkole kursy świadomego jeździectwa dla dorosłych. To też pomysł pana Jerzego. – To dla mnie bardzo duża satysfakcja, bo ludzie, którzy tu przychodzą, oni naprawdę chcą się tego uczyć, a przyjeżdżają z całej Polski – mówi Jerzy Rubersz, który nowych uczniów już na starcie prosi o to, aby dotychczasową wiedzę o koniach i jeździectwie zostawili przed salą zajęć. – Uczymy się od nowa, wszystkiego po kolei, tak jak powinno być. Czyli budowy konia, psychologii, świadomego jeździectwa i szacunku do nich. Nie jeździmy siłą, tylko w harmonii, precyzyjnie, świadomie i delikatnie – opowiada.
W świecie koni, jak dodaje, liczy się hierarchia i człowiek, który jest dla zwierzęcia drapieżnikiem, musi się w niej odnaleźć. Musi też szanować przestrzeń tego zwierzęcia. – Dla konia boks to mieszkanie. On tu ma stół, tam toaletę i tych zasad trzeba przestrzegać – pokazuje w stajni tłumacząc, ze właśnie w ten sposób ustala się relację między koniem a człowiekiem. – Gdy chcemy go przesunąć, to nie ma w tym brutalności, tylko działamy na niego swoją energią.
Zainteresowanie kursami jest duże – chętnych jest więcej niż miejsc. Uczestnicy to ludzie, którzy chcą się nauczyć jeździectwa dla siebie, nie tylko do pracy. – Bardzo często to dla nich spełnienie marzeń – uśmiecha się pan Jerzy.
kw/fot. P. Wajman, zdjęcie z Hubertusa - mat. ZS RCKU w Wolborzu
Galeria
https://www.lodzkie.pl/strona-glowna/aktualnosci/lodzkie-z-pasja-jerzy-rubersz-zaklinacz-koni-z-wolborza#sigProId137bc8e266
