Przejdź do treści Przejdź do menu głównego Przejdź do wyszukiwarki

Karne zdecydowały. Widzew odpada z gry o Puchar

wtorek, 3 marca 2026
W walce o półfinał Pucharu Polski Widzew Łódź zagrał w Katowicach z GKS. Do rozstrzygnięcia pojedynku potrzebne były rzuty karne, które lepiej wykonywali gospodarze. Widzew pożegnał się z rozgrywkami.

Widzew od początku ruszył do ataku. W grze gości dopingowanych przez dużą grupę kibiców widać było wolę zwycięstwa i determinację. W pierwszych 20 minutach łodzianie zdążyli nawet oddać na bramkę gospodarzy kilka strzałów, ale albo były niecelne, albo zbyt czytelne.

Wydawało się, ze Łodzianie mają przewagę, ale to GKS strzelił gola na 1:0. W 28. minucie widzewiacy zbyt słabo wybili piłkę po wrzutce w pole karne, Alan Czerwiński prostopadłym podaniem ominął całą linię obrony zagrywając do Lukasa Klemenza, który z bliska uderzył nad Bartłomiejem Drągowskim, a pod poprzeczką.

Widzew próbował wyrównać, ale można było odnieść wrażenie, że każdy z piłkarzy chciał to robić na własną rękę. Wyraźny był ciągły brak zrozumienia w drużynie. O ile widać było umiejętności Emila Kornviga, Sebastiana Bergiera, Juljana Shehu, to brakowało celnych podań, niekonwencjonalnych zagrań drużynowych, wychodzenia do podania na czystą pozycję.

W przeciwieństwie do Katowiczan, którzy właśnie w ten sposób zdobywali przewagę i o mało nie strzelili drugiej bramki tuż przed przerwą. Wyprowadzając kontrę widać było, że każdy z czterech piłkarzy sunących na bramkę Drągowskiego wie, co ma robić. Wreszcie ostatnie podanie Bartosza Nowaka do Ilji Shkurina to był majstersztyk. I tylko wykończenie Białorusina pozostawiało trochę do życzenia, bo przyjął piłkę na siódmym metrze, ale uderzył tak, że Drągowski zdołał sparować piłkę na słupek i ta wyszła na róg.

Po zmianie stron widzewiacy znów zaczęli z dużym animuszem i skutecznie. W 53. min. po rzucie wolnym piłka trafiła do niepilnowanego na lewej stronie Samuela Kozlovskiego, który zacentrował mocno po ziemi, a zamykający akcję Andy Zeqiri wepchnął piłkę do bramki.

Dziesięć minut później powinno już być 2:1, bo Kornvig odebrał piłkę obrońcy przed polem karnym GKS, zagrał do znajdującego się w świetnej pozycji Bergiera, który zbyt lekko i czytelnie strzelił dając szansę na obronę bramkarzowi.

Druga połowa wyglądała już zdecydowanie lepiej w wykonaniu Widzewa. Łodzianie grali szybciej, z większym zaangażowaniem, natomiast Katowiczanie z minuty na minutę jakby słabli. Widzew częściej utrzymywał się przy piłce, oddał zdecydowanie więcej strzałów, ale do końca regulaminowego czasu gry utrzymał się remis. To oznaczało dogrywkę.

W doliczonym czasie gry Widzew nadal przeważał, przeważał większość czasu na połowie rywali, ale niewiele z tego wynikało. GKS atakował rzadziej, ale bardziej kąśliwie. W akcjach gospodarzy było widać grę na pamięć, czego ewidentnie brakowało w zagraniach Łodzian. Katowiczanie ruszyli żwawiej do ataków po nieuznanej dla nich bramce z powodu spalonego. Coraz częściej pod bramką Drągowskiego robiło się gorąco. Więcej wnieśli do gry rezerwowi wprowadzeni na boisko przez trenera gospodarzy. Do końca meczu pozostał jednak remis i do rozstrzygnięcia potrzebne były rzuty karne. Te lepiej wykonywali piłkarze GKS, którzy wykorzystali wszystkie próby. W Widzewie pierwsza jedenastka Frana Alvareza została obroniona przez bramkarza gospodarzy, ostatnią przestrzelił  Mariusz Fornalczyk.

GKS Katowice – Widzew Łódź 1:1 (1:0) k. 4:2

Gole:

GKS: 28. Klemenz

Widzew: 53. Zeqiri, z karnych: Kornvig,

Widzew: Drągowski – Andreou Ż, Wiśniewski, Kapuadi – Krajewski (90.+1. Isaac), Lerager (90.+1. Selahi), Shehu, Kozlovsky (106. Cheng) – Kornvig – Bergier (113. Fornalczyk), Zeqiri (84. Alvarez)

jg/fot. Widzew Łódź