Ewa Audykowska: Ja po prostu kocham istotę teatru
środa, 11 marca 2026Ewa Audykowska-Wiśniewska, jedna z gwiazd Teatru Jaracza w Łodzi, świętuje w tym roku jubileusz: 30-lecie pracy na deskach najstarszej łódzkiej sceny. Nam opowiedziała o rolach z tych trzech dekad, które szczególnie ceni.
Można ją oglądać w najnowszym spektaklu Jaracza, czyli „Internacie” według powieści ukraińskiego pisarza Serhija Żadana. W repertuarze teatru są też inne, świetne przedstawienia z jej udziałem: „Rodzeństwo” Bernharda, „Kruk z Tower” Ivanova, „Zamiana” Claudela, „Zemsta” Fredry. Jej kariera na deskach naszego teatru to dziesiątki ciekawych, zapadających w pamięć kreacji, które warto podsumować, bo właśnie mija 30 lat od pierwszego przedstawienia w Jaraczu.

Zadebiutowała w kwietniu 1996 roku rolą w „Opowieści zimowej” Szekspira.
- Ten pierwszy raz pamiętam oczywiście do dziś - mówi Ewa Audykowska. - Byłam na trzecim roku studiów w „Filmówce”. Bogdan Hussakowski, jeszcze do niedawna dyrektor Teatru imienia Stefana Jaracza, przyszedł do szkoły szukać młodych aktorów do „Opowieści zimowej”. Oglądał różne roczniki, każdy miał szansę pokazać swoją pracę. Dostałam zaproszenie do roli Dorki. To była epizodyczna postać, ale dzięki niej uchyliły się przede mną drzwi prowadzące na tę scenę. Byłam zachwycona i przerażona zarazem. Zdawałam sobie sprawę z tego, co to za teatr. Wówczas absolutna czołówka, jeden z trzech najważniejszych teatrów w Polsce. No i wybitny zespół aktorski liczący około pięćdziesięciu osób.
Potem ówczesny dyrektor teatru Waldemar Zawodziński zaproponował zastępstwo za Jagodę Pietruszkównę w spektaklu „Celestyna” Fernando de Rojas w jego reżyserii.
- Główną rolę grała Barbara Marszałek, ja zagrałam młodą amantkę . Miałam bardzo mało czasu na przygotowanie roli i nauczenie się tekstu. Kiedy przyszłam na pierwszą próbę z Barbarą Marszałek, Aleksandrem Bednarzem, Bogusławem Sochnackim, z Mastalerzami, to myślałam, że mi serce wyskoczy. Byłam tak przerażona, że straciłam głos. Sytuacja z utratą głosu ze stresu powtórzyła mi się jeszcze raz w życiu zawodowym, podczas międzynarodowego festiwalu „Kontakt” w Toruniu, na którym prezentowaliśmy „Burzę” Szekspira w reżyserii Zbigniewa Brzozy. Wówczas uratowała mnie Zosia Uzelac – wspomną Ewa Audykowska.
Istotną rolą z tych teatralnych początków była także postać w przedstawieniu „Pan Paweł” Tankreda Dorsta w reżyserii Zbigniewa Brzozy.
- Rola Lilo była prawdziwym debiutem na scenie Jaracza. „Prawdziwym” ponieważ nie była epizodem a rolą – opowiada aktorka. - Główną postać grał Aleksander Bednarz. Ja zagrałam młodą, zielonowłosą ekolożkę. To była wspaniała sztuka
Jak wspomina Ewa Audykowska, ważnym autorem dramatów w jej scenicznym życiu był William Szekspir.
- Zaczęłam od szekspirowskiego dramatu i tak się potoczyła moja droga zawodowa, że mam w swojej twórczości pięć „Szekspirów”, co jest rzadkością. To role Hermii ze „Snu nocy letniej” w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego, Mirandy z „Burzy” w reżyserii Zbigniewa Brzozy, Julii z „Romea i Julii” w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego, Lady Makbet z „Makbeta” w reżyserii Mariusza Grzegorzka i ów debiut w „Opowieści zimowej” Bohdana Hussakowskiego – wylicza Ewa Audykowska. - Lady Makbet to dla mnie jedna z najciekawszych szekspirowskich ról kobiecych. Wówczas, w wieku 36 lat, byłam zaskoczona, że tak wcześnie do mnie przyszła. Urodziłam pierwszego syna, więc byłam w zupełnie odmiennym nastroju niż atmosfera tego dramatu i mrok roli. Musiałam zmierzyć się ze złem. Jednak biorąc pod uwagę aspekt warsztatu aktorskiego to właśnie u Szekspira nauczyłam się grać klasykę wierszem.

Do listy najważniejszych ról Ewa Audykowska dodaje także kreację w sztuce „Lew na ulicy” Judith Thompson, w reżyserii Mariusza Grzegorzka.
- To współczesny dramat o dziewczynce, która błądzi po świecie, szukając swojej rodziny. Z czasem okazuje się, że jest duchem. Na koniec sztuki widz dowiaduje się, w jakich okolicznościach i dlaczego została zamordowana. Ludzie, których odwiedza jako duch, są dla niej terapią, wyzwoleniem. Zagraliśmy to dziesiątki razy. W obsadzie byli Urszula Gryczewska, Matylda Paszczenko, Marietta Żukowska, Paulina Walendziak, Ireneusz Czop i Mariusz Ostrowski i ja. To była wspaniała praca artystyczna. Genialne i ważne przedstawienie - opowiada aktorka.
Za najważniejsze spotkanie w teatralnej karierze uważa pracę nad dramatem „Merylin Mongoł” Nikołaja Kolady w reż. Barbary Sass-Zdort.
- Basia bardzo trafnie dobierała zespół. Tu tytułową rolę zagrała Gabrysia Muskała. Ja jej siostrę, studenta Marek Kałużyński i Mariusz Jakus zadurzonego oprawcę. Do dziś to przedstawienie wspominane jest jako wybitne dzieło teatralne. Graliśmy je osiem lat. Podczas ostatnich spektakli czasem słyszałam zarzuty, że moja rola odbiega od wersji premiery, ale Basia była zachwycona rozwojem mojej postaci. Barbara Sass-Zdort kilkukrotnie zapraszała mnie do swoich realizacji teatralnych i filmowych, w tym do „Elektry” Sofoklesa w Teatrze Juliusza Słowackiego w Krakowie. Była „moją reżyserką”, zachwycała ją moja wrażliwość i talent, ale przede wszystkim była ważnym człowiekiem w życiu prywatnym.

Ewa Audykowska dodaje, że „kamieniem milowym” w jej karierze jest sztuka „Gorące Lato w Oklahomie” oparta na dramacie „Sierpień w hrabstwie Osage” Tracy Lettsa. Na jej podstawie powstał także głośny film z Julią Roberts i Meryl Streep.
- Cudowna sztuka. Zanim powstał film, w Jaraczu zrobiliśmy prapremierę. To jest samograj z genialną konstrukcją błyskotliwych dialogów, w których widać wielowymiarowe problemy traum pokoleniowych i trudności relacji międzyludzkich. Mieliśmy mistrzowską obsadę: Barbara Marszałek, Bogusława Pawelec, Piotr Krukowski, Aleksander Bednarz, Urszula Gryczewska, Monika Badowska, Matylda Paszczenko, Agnieszka Skrzypczak, Mariusz Jakus, Robert Latusek, Mariusz Słupiński, Marcin Łuczak. Grałam główną rolę Barbary Fortham, która wraca do rodzinnego domu i całe jej życie się „zawala”. W filmie grała tę postać Julia Roberts. A ów kamień milowy dotyczy mojej techniki aktorskiej, która wykrystalizowała się przy tym dramacie, być może ostatecznie.

W repertuarze Teatru Jaracza jest dziś kilka sztuk z udziałem Ewy Audykowskiej. Szczególne znaczenie mają dramaty „Kruk z Tower” Andrei Iwanowa w reżyserii Roberta Latuska, który jest niezwykle aktualną opowieścią o niemożności skomunikowania się rodziców z dziećmi, trudach dojrzewania i zagrożeniach, jakie rodzi ucieczka w wirtualny świat, oraz „Rodzeństwo” Thomasa Bernharda w reżyserii Artura Urbańskiego o trudnych relacjach rodzinnych.
- Kocham „Kruka” pod wieloma względami , ale „Rodzeństwo” uwielbiam. Ta sztuka to wyjątkowa trudność słowa dramatycznego i nareszcie spotkałam się na scenie z Mileną Lisiecką. Przez prawie trzydzieści lat ze sobą nie pracowałyśmy - mówi Ewa Audykowska. - Tak, kocham istotę teatru, a nie teatr jako zjawisko wielu czynników, uwarunkowań i okoliczności.

aa/fot. mr, arch. Teatru Jaracza
